Egipcjanie robią sporo rzeczy inaczej, niż my. Nie ma w tym nic złego, ale do pewnych spraw trzeba się przyzwyczaić. Oni wprawdzie robią się trochę bardziej europejscy, gdy się ich o to poprosi, i jest to zmiana trwała, ale za pierwszym razem można być trochę zaskoczonym. Dlatego nie zdziw się, gdy zobaczysz coś nowego i niewidzianego w Polsce. Dla nich to normalka. Na przykład:
Egipski (nie wiem, czy arabski) gest oznaczający „chodź tu, podejdź tu” wygląda tak, jakbyśmy pokazywali kierowcy, że nie zapalił świateł. Takie trochę mruganie dłonią, wszystkimi palcami. Uderzasz kciukiem w pozostałe palce, gdzieś tak pomiędzy środkowym a serdecznym. Pierwszy raz to zobaczyłam w salonie Vodafone, gdzie M. chciał sobie kupić nowy telefon, a ja się nudziłam i robiłam coś na drugim końcu sklepu. Nagle zobaczyłam, jak wykonuje do mnie ten właśnie gest, jakbym świateł nie zapaliła. Uwaga – jak dotąd nie udało mi się nauczyć go naszego gestu nakazującego podejście. Trudno.
Druga sprawa. Lezie ulicą, jak obok ma chodnik. Wkurza mnie to niemożebnie, mówię mu, że chodniki są po to, żeby po nich chodzić. Ale nie w Egipcie! Tam jest wszystko jedno, którędy idziesz, byleby Cię nie przejechali. W Sharmie nie ma przejść dla pieszych, więc tak czy tak musisz w końcu wejść na ulicę pod koła samochodów, ale jednak wzdłuż ulic ciągną się często rozwalone i oczywiście pełne śmieci chodniki. Chodzą nimi tylko turyści i my, gdy zaciągnę tam M. On często sam schodzi z chodnika na ulicę, gdy widzi przed sobą zaparkowany samochód. Wtedy ja idę jak człowiek, omijam samochód i czekam, aż ten się z powrotem wdrapie na chodnik. Ostrzegam, że w Polsce za łażenie po ulicy są mandaty, ale czy zapamięta? A jego biznes.
Teraz trochę bardziej po domowemu: woli jeść rękami, niż sztućcami. Spotkało się to z moją konsternacją, gdy zobaczyłam, jak zabiera się za jedzenie upieczonej na ulicy ryby, którą wzięliśmy na wynos. Fakt, że tego rodzaju dań, zresztą pysznych, nie da się za bardzo jeść nożem i widelcem, znacznie łatwiej jest użyć rąk. To nie te nasze rybki, gdzie ości pięknie odchodzą wraz z kręgosłupem i można bez trudu oddzielić mięso od skóry. Tutaj rybę podają zwyczajnie sfajczoną na węgiel, więc żaden nóż i widelec ci nie pomoże. Ale i tak mnie to zdziwiło, więc zapytałam M., czy umie używać noża i widelca (tak, jakbym wcześniej nie widziała :)). Stwierdził na to, że w domu jest na luzie i lubi jeść rękoma, bo tak jest swobodniej. Ok. Na to spytałam, czy w restauracji też będzie tak jadł tylko rękoma (znowu tak, jakbym wcześniej nie widziała :)). Na szczęście się specjalnie nie przejął, ale jednak następną rybę zjadł grzecznie przy użyciu sztućców. I nieźle się przy tym namęczył, podczas gdy ja z przyjemnością używałam do tego rąk :).
Skoro już jesteśmy przy jedzeniu, następne śmieszne zjawisko – oni lubią jeść wszystko naraz, zupę, rybę, pieczywo, ryż, frytki i sałatkę. Nie ma podziału na pierwsze i drugie danie. Raz zupka, raz mięso i tak na zmianę. Ja to tak przywykłam, że najpierw zupa, potem drugie… Albo na odwrót… I zresztą robię tak dalej po swojemu, bo jakoś nie mogę się przekonać do popijania kurczaka zupą rybną. M. już też to ode mnie przejął, ale pamiętam początki, które były dość zabawne. Tak samo dla Egipcjan nie ma problemu, by podczas jednego śniadania jeść egipski omlet z jajek i pieczywo maczane w specjalnej mokrej chałwie. Ale herbata to już musi być po śniadaniu, no bo jakże to tak do śniadania. Tylko mi robi.
No i… No właśnie. Kurczak to nie mięso. Kurczak to ptak. You know that, baby. Serio? Odmówiłam zjedzenia gołębia, którego znalazłam w jednej fantastycznej zapiekance w Old Markecie. Miało nie być mięsa!, wkurzałam się, a on na to, że przecież to nie mięso, tylko ptak. No to jedz sobie gołębie sam, ja nie będę takim kanibalem. Parę batalii o to stoczyliśmy, gdzie się zaczyna a gdzie kończy mięso w żywieniu człowieka, ale chyba stanęło na moim. To i tak mało istotne, bo on nie je wieprzowiny (ponoć nie lubi, w co rzecz jasna nie wierzę), ja nie jem wołowiny, więc się tak bujamy z rybami i czasem kurczakiem od wielkiego dzwonu.
To wszystko jest dość dziwaczne i zabawne, ale wiem na pewno, że żadnej z tych rzeczy nie chciałabym w nim zmieniać! 🙂