Nazwiska

Nazwiska

To jest jakaś masakra. To, co oni mają w Egipcie z nazwiskami, to ja się nie dziwię, że w tym kraju nic nie działa. To znaczy, z całym szacunkiem, ale to jakieś przedpotopowe metody administracyjne. Nie można krytykować obcej kultury tylko dlatego, że jest obca, ale Europejczykowi to się w głowie nie mieści, nawet Hiszpanowi. A piszę o egipskich nazwiskach (A RACZEJ ICH BRAKU) teraz, ponieważ M. dostał wczoraj wizę, w której jest nie do końca takie nazwisko jak w paszporcie. To nie znaczy, że wiza nie działa, ale już wyjaśniam.

W Egipcie nie ma czegoś takiego jak nazwisko. Są imiona rodowe, które pełnią funkcję nazwisk. Jak to wygląda? Egipcjanin otrzymuje imię oraz trzy kolejne imiona – po ojcu, po dziadku i… jeszcze po kimś. Może nie powinnam się odzywać, dopóki nie jestem czegoś pewna, ale mniejsza o to, nazwiska/imiona są trzy. I uwaga, to nie jest tak, jakby u nas Jan Kowalski Nowak Strzelecki, tylko… Jan Michał Andrzej Józef. A dobre jest jeszcze to, że na co dzień używają tylko imienia i pierwszego imienia rodowego, czyli Jan Michał. Dwa ostatnie not important. Dajcie spokój.

Kobiety mają takie same zasady z nazwiskiem (i też używają tylko pierwszego), po ślubie nie zmieniają nazwiska.

Problem zaczyna się wtedy, gdy europejskie urzędy muszą jakoś określić, jak facet ma na imię, a jak na nazwisko. My przyjęliśmy dotąd we wszystkich formularzach to, co ma wpisane w paszporcie, czyli imię to M. a nazwisko ma trzy człony. Czyli wszystkie trzy imiona ojców to jego nazwisko. Do tej pory wszystko działa. Ale uwaga teraz: wiza M. została wystawiona na jego ostatnie nazwisko. Konsul miał w ręku paszport, gdzie w jednej rubryce jest imię (M.) a w drugiej nazwisko (trzy słówka). I wpisał mu w wizie tylko ostatnie słówko. No piknie.

Ja się nie przejmuję, każdy może sobie łatwo sprawdzić, że wiza jest jego i to jego nazwisko, ale kurde no… Ale mają bajzel.

Czytałam jakieś rewelacje, co się dzieje, gdy pobierają się zmiksowane pary. Jest wielki problem, jakie nazwisko ma przyjąć żona. Jedni mówią, że można sobie wybrać jeden człon z nazwiska męża, inni mówią, że nie ma takiej opcji. I że polskie urzędy akceptują papiery z maksymalnie dwoma nazwiskami (czyli z trzecim jest już problem). Nie wiem tylko, czemu te dziewczyny robią sobie taki wielki problem, zamiast zostać przy własnym nazwisku, dać je dziecku i mężowi. Co, nie da się? Czy kolesie nie chcą? Gdy rozmawialiśmy o tym z M., rzeczywiście on nie ma problemu z tym, by nasze dzieci miały moje nazwisko, ale jakoś nie jest przekonany do przyjęcia mojego dla siebie :))) A miałby znacznie prostsze życie z polskimi urzędami i ogólnie polskim wszystkim. Jego biznes, może się namówi. Ja chętnie bym zmieniła nazwisko na jego pierwsze, bo właśnie z takim nazwiskiem go poznałam, gdy jeszcze nie wiedziałam o tych dziwnych zasadach. Ale że mogą być problemy – dajmy se spokój. Na szczęście jeszcze nigdzie nie wychodzę.

Dodaj komentarz