M. + znajomi = nieśmiałość. W sumie mu się nie dziwię. Obcy język, w angielskim nie wymiata, nowa kultura i tak dalej. Może to też znak, że mu zależy. Myślę, że wszyscy widzą, że jest dość przejęty i wykazują sporo zrozumienia – jeszcze :). Swoją drogą ciekawe zjawisko, gdy pierwszy raz rozmawiam ze znajomymi niemal wyłącznie po angielsku. Brzmią inaczej :). Chyba wolę słuchać ludzi w ich własnych językach. Włącznie z M.
Zdążyłam się już przyzwyczaić do facetów, którzy nie są duszą towarzystwa. Wtedy patrzysz na innych i myślisz wooow, oni potrafią brać udział w rozmowie i zabawiać innych :). Druga strona medalu jest taka, że zdarzają się na tyle otwarci, że nie mają problemu by mówić o prywatnych sprawach – dobrych i niedobrych – publicznie i czasem reszta musi ratować sytuację przy stole.
Miałam kiedyś chłopaka, który był duszą towarzystwa i był atrakcyjnym kompanem podczas spotkań dla wszystkich dookoła, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet – z wyjątkiem mnie, oczywiście. Drugi w ogóle się do nikogo nie odzywał, lubił tylko własnych znajomych i w efekcie nie spotykaliśmy się prawie z nikim.
Widziałam M. w Egipcie i wiem, że jest towarzyską osobą wśród swoich znajomych, na ulicy w naszej dzielnicy co pięć minut się z kimś wita, ciągle wisi na telefonie i wszystko dla wszystkich załatwia. Chciałabym, żeby miał tu jakichś znajomych, najlepiej kogoś, z kim może porozmawiać w swoich szlaczkach. Ale to pomału.
W każdym razie, jak dotąd, jeśli ktoś myślał, że M. jest tyranem zagrażającym ludziom i ogólnie partnerskim mordercą, to po dwóch minutach wie już, że to nie do końca tak :))).
Z newsów: ogórki małosolne i śledzie w oleju mają też w Egipcie, za to nie mają serów pleśniowych.