Przyjaciółka się niedawno zaręczyła. Następnego lata będzie ślub :). Inna znajoma co i rusz publikuje teksty na swoim blogu o ślubie, który brała trzy lub cztery lata temu (srsly…?), a ostatnio przedstawiła swoją listę pomysłów, jak oszczędnie zaplanować wesele. Chyba na moim blogu nie było takich typowo dziewczyńskich tekstów, bo pisałam bardziej o papierkach i tłumaczu przysięgłym, ale czemu miałabym i ja nie napisać, jak wyglądała nasza organizacja ślubu? Będzie po dziewczyńsku. Gdy wychodzisz za mąż za cudzoziemca, skupiasz się na dopełnieniu wszelkich możliwych formalności, żeby biedaka Straż Graniczna nie deportowała spod ołtarza (lub Godła :)). Z całym szacunkiem, białe gołębie i konfetti brzmią wtedy jak przedszkole.
Zacznijmy od ciuchów :). Sukienkę kupiłam na Allegro. Jej przeróbka niestety kosztowała równiutkie drugie tyle, ale i tak było to łącznie mniej niż pół ceny tego modelu ze sklepu (te informacje pochodzą z metek i internetu, ja sama nie odwiedziłam ani jednego salonu sukien ślubnych). Biżuteria była w prezencie od siostry i cioci. Makijaż i fryzura w moim salonie kosmetycznym, do którego chodzę od liceum. Buty (sandałki :)) miałam z sieciówki za kilkadziesiąt złotych. M. buty miał trochę lepszej jakości, z tego samego sklepu. W sandałach przechodziłam całe lato i na pewno za rok nadal będą dobre. Niestety, jego garnitur kosztował tyle, co moja suknia bez przeróbek. Ale chodził w nim też do pracy, więc warto. Obrączki trochę opróżniły nam konto, na tym nie oszczędzaliśmy, ale niech to zostanie już między nami :).
Na kolacji po ślubie było łącznie z nami 35 osób. Cudowna restauracja, niestety wcale nie tania, do tego open bar dla każdego. Ale czytałam, że w tzw. salach weselnych dziewczyny płaciły od 200 do 500 zł za talerzyk, alkoholu nie licząc, więc… nie ma porównania. W restauracji nie ma instytucji DJa lub innych weselnych osób, więc problem z głowy. Za to przez pół wieczoru grał pan na pianinie na żywo, co naprawdę uwielbiam, więc zamiast płacić dodatkowo za jakąś obciachową muzykę my mieliśmy w cenie minikoncert. Rezerwację mieliśmy od osiemnastej do północy, czyli do zamknięcia. Trzeba było dodatkowo zapłacić za dwupoziomowy tort z owocami, był to koszt 400 zł. Tort wjechał na salę w otoczeniu zimnych ogni i piosenki „Sto lat”, to już była inicjatywa restauracji, nie wiedziałam, że takie coś będzie :).
Zaproszenia chciałam zrobić sama, ale ręce opadły mi zanim jeszcze się doliczyłam, ile by ich było, więc zamówiliśmy je w małej firmie po 2,20 za sztukę. Były gotowe w niecały tydzień. Jeszcze nam zostały. Winietki na stół z imionami gości powycinałam i powypisywałam odręcznie sama, służył do tego blok techniczny i złoty marker. Nie zamawialiśmy żadnych dodatkowych atrakcji typu przywieszki na butelki (WTF?!). Przynieśliśmy księgę gości w formie zeszytu, ale… zapomnieliśmy ją wyjąć z torby 😦 :).
Bukiet zrobiliśmy z M. sami w dniu ślubu, wcześniej kupiłam przez internet kilka gadżetów do przygotowywania kwiatów. Wiązanka była więc domowej roboty z prostych białych kwiatów kupionych na bazarku, może nie idealna, ale moja przyjaciółka chce, bym zrobiła bukiet i dla niej za rok :).
Na ślub przywieźli nas nasi świadkowie swoim samochodem, żadnych kokardek, kwiatków i Boże broń wynajmowania limuzyn.
Fotografa znalazłam przez ogłoszenie na Gumtree, był z mojej dzielnicy i jego honorarium wyniosło 300 zł. Zdjęcia są dokładnie takie, jak chciałam, proste, sporo portretowych, bez dziwnych ujęć z podwiązkami. Niedługo parę zdjęć zawiśnie u nas w ramkach na ścianie. Nie mieliśmy kamerzysty, ale moja przyjaciółka nakręciła parę filmików na GoPro.
Wydatek, którego nie unikniecie, ale niech będzie nawet jak najwyższy, bo jest jednym z najważniejszych w tej całej imprezie (jak nie najważniejszym), to honorarium tłumacza przysięgłego. W naszym przypadku było to 250 zł. Ponieważ był to ślub cywilny, nie dotyczyły nas opłaty kościelne „co łaska, ale dwa tysiące”. Opłata za sporządzenie aktu małżeństwa wynosi 84 zł i dokonaliśmy jej w grudniu podczas składania dokumentów w USC.
Następnego dnia zamówiliśmy do domu sushi i wypiliśmy szampana, sama najbliższa rodzina (7 osób).
Ślub był dla mnie wymarzony, elegancki, kameralny, bez pompy i przesady, bardzo nastrojowy. I tak trochę kosztował mamę i nas, ale obyło się bez kredytów i takich tam, no ;). Na organizację wszystkiego mieliśmy pół roku, ale spokojnie wystarczą dwa miesiące, z czego połowę czekasz na sukienkę, a trzy czwarte na obrączki. Niedawno minęły trzy miesiące, to już kwartał :)!