Osoby prowadzące własną firmę i pracujące z wieloma różnymi kontrahentami wiedzą, jak to czasem jest właśnie. Pracować z ludźmi. Czekać, aż oni sami zaczną pracować. Aż Cię coś czasem trafia, ale nie masz wyjścia. W zasadzie to nie tylko przedsiębiorcy borykają się z tym problemem, to samo mamy przecież chociażby w najprostszej pracy biurowej. Po prostu niby wszyscy są w pracy, a czasem jakby co najwyżej połowa 🙂
To tak pół żartem, pół serio. Natomiast zupełnie na serio wydaje mi się, że niektórzy nie podchodzą poważnie do swojej pracy, bo trafili na M., który jest Arabem, a Arabem przecież nie trzeba się przejmować. Facet ma wycenić system alarmowy, rzekomo drogą smsową, i ani widu ani słychu. Kierowca, który nawet jeszcze oficjalnie nie rozpoczął współpracy, ma problem z samochodem i cały dzień czeka na pomoc drogową, a M. z towarem to jakby nie jego problem. Panowie z tablicą reklamową mają być o trzeciej, przyjeżdżają o ósmej. W ogóle, średnio godzinne spóźnienie na spotkanie jest najwyraźniej jakąś nową normą. Przedstawiciele handlowi dwóch różnych firm oddzwaniają i rozłączają się bez słowa, słysząc język angielski. Inna pani handlowiec przesyła maila, w którym prosi o „kontakt z osobą, z którą będzie mogła porozumieć się po Polsku”. Firma o światowej renomie przez trzy tygodnie nie jest w stanie zabrać lodówki, którą przywiozła zepsutą i bez zapowiedzi. Co się dzieje z tymi ludźmi?
Cóż, uczymy się i nabieramy doświadczenia. Zaczynam rozumieć, dlaczego właściciele firm albo menedżerowie są czasem tacy oschli, a jeśli to kobieta, to zachowuje się jak zimna suka 🙂 Po prostu rzeczywistość wymaga, aby być twardym i twardo grać z ludźmi. Trzeba nabrać asertywności. Niezależnie od tego, że M. dzisiaj powinien już rozmawiać po polsku i to tylko i wyłącznie jego wina, że tego nie robi (ok, moja trochę też), to osoby pracujące w sprzedaży, niemówiące po angielsku i nadal biorące pieniądze, to jakiś ponury żart :).
Ale ja mam podejrzliwą naturę i czasem wydaje mi się, że połowa tych niesolidnych osób starałaby się bardziej, gdyby M. był Polakiem. Faktury i zasady te same, firma prowadzona w Polsce, a jednak jakby gorszej kategorii. Nie dla wszystkich oczywiście, bo poznaliśmy też paru fajnych ludzi, którzy do wszystkiego podchodzą poważnie i odpowiedzialnie. I z nimi się najlepiej pracuje. Ale poza nimi mam wrażenie, że klient-Arab to gorszy klient, którego można zlekceważyć, bo i tak nic nam nie zrobi.
Poza tym prowadzenie firmy ma całą masę plusów i mimo że to ciężka praca, polecam ją zdecydowanym osobom :). Do tego jednak trzeba mieć predyspozycje, upór, jakieś wewnętrzne przekonanie o słuszności założonego celu. Trzeba być proaktywnym, a nie wykonawczym. To drugie to ja i czasem trochę się przydaję, gdy trzeba pozałatwiać papierki. Tymczasem nadchodzi piątek… wolny dzień!!!