December :)

December :)

Jakimś cudem za oknem pada śnieg, więc jest tak, jak w grudniu powinno być (tylko bez przesady i niech przestanie padać do popołudnia) :). Święta w tym roku w Warszawie, u nas w domu. Chyba mogę powiedzieć, że pierwszy raz w życiu będę urządzać wigilię u siebie – zawsze była albo w rodzinnym domu (czyli też u siebie, ale jednak bardziej u rodziców), albo potem u mamy. Tym razem mama i babcia przychodzą do nas. Podzieliłyśmy się pracą i nie mogę doczekać się tego okresu okołoświątecznego. W zeszłą niedzielę dwie godziny wycinałam i piekłam pierniczki, które teraz razem z M. zanosimy do naszych prac i już zapowiedziałam, że w weekend robię kolejną turę. Trochę znowu mam dziesięć lat, a trochę jak zwykle odpoczywam w kuchni. Fartuch cały w mące, zapach przypraw, skórka pomarańczowa, która nagle zaczęła mi smakować (WTF?!), w tle świąteczne piosenki. To jest to, co teraz chcę robić w niedzielę :). A po świętach… urlop.