Nastał Nowy Rok, a wraz z nim pomysły, nadzieje i plany do zrealizowania :). Styczeń oboje zaczęliśmy od podwyżek. Brzmi mało skromnie, ale co mam się nie chwalić! Nie były to jakieś kosmiczne zmiany (jak zwykle przy podwyżkach), ale i tak bardzo się cieszymy. Pamiętamy czasy lepsze i gorsze, zdarzało nam się być bez pracy, więc bardzo cieszymy się z przynajmniej niewielkiego bycia docenionym.
Zbliża się też coś nowego – M. planuje w tym roku wyjazd do Egiptu do rodziny na dwa tygodnie. Już jest zestresowany, że w Egipcie będą same problemy. Znajomi mówili, że zawsze jest coś nie tak na lotnisku w dniu przylotu i wylotu. Jakoś po Europie da się latać bez przeszkód, za to w Egipcie to inna bajka. Trzymam za niego kciuki, żeby tych stresów miał na miejscu jak najmniej. To będzie jego pierwszy wyjazd do Egiptu, odkąd przyjechał do Polski :). Nowy Rok to też dobra wymówka, by snuć marzenia o wakacjach, z kolei tych wspólnych. Bo jego wyjazd do Egiptu podobno nie będzie wakacjami, czego ja trochę nie rozumiem!
No i niestety… Zrobiło się zimno. Pierwszego stycznia było optymistyczne plus dziesięć i miałam cichą nadzieję, że może by już tak zostało… Niestety przyszedł mróz, czyli wszystko po staremu – ciepłe Boże Narodzenie i śniegi do kwietnia. Mamy dużo zajęć, zleci.