W zasadzie już się kończy, co mnie trochę martwi. Cały ten rok, od początku, bardzo szybko mi leci. Dopiero co był luty czy kwiecień, a tu już połowa sezonu letniego. Chciałabym zatrzymać czas i zapamiętać ten moment.
Okres wakacyjny w Warszawie to czas wyjazdów i M. trochę to odczuwa, a raczej jego sklep. Jest trochę mniej klientów, niż wiosną. Pocieszam go, że przyjdzie koniec sierpnia i wrzesień i wszystko, być może, wróci do normy. Tymczasem wakacyjna Warszawa ma mnóstwo zalet, a pierwszą z nich są właśnie te pustki :). To, co dla handlu jest zmorą, dla mieszkańców chyba jest wybawieniem.
Szykujemy się na mały remont w mieszkaniu. Może remont to za dużo powiedziane, ale drobne przemeblowanie, malowanie, może jakaś rearanżacja. Wprowadziliśmy się tutaj cztery lata temu, część rzeczy zdążyła się już zużyć, część się opatrzyła, a część trochę nie sprawdziła. Odgruzowuję dom z nazbieranych rzeczy, przechowywanych nie wiadomo po co. Niby nie jest tego dużo, ale jednak co jakiś czas podrzucam M. stertę śmieci do wyniesienia. Jakieś kartony, które miały się do czegoś przydać, pojemniki, materiały, papiery, ubrania leżące w szafie od dwóch lat i nie noszone. Po przeprowadzce obiecałam sobie, że raz na jakiś czas będziemy filtrować nasz dom, aby nie magazynować niepotrzebnych przedmiotów, które potem trzeba dźwigać do śmieci lub rozdawać jako przestarzałe. Skąd to całe chomikowanie? Nie żyjemy już (albo jeszcze) w PRL-u. Taka mała rada dla wszystkich: obejrzyj każdą rzecz z obu stron, zanim zdecydujesz się schować ją do szuflady na później.
Chyba tak w skrócie wygląda plan na ciąg dalszy lata. A Wy co porabiacie w te piękne ciepłe dni? 🙂