Notka grudniowa

Notka grudniowa

Czasem wydaje mi się, że gdy masz arabskiego partnera, tworzy się wokół Ciebie najwyraźniej jakaś dziwna aura lub promieniowanie, które ludzie naokoło sobie wychwytują, jak chcą. Arab? To pewnie ona by chciała, żeby uchodźcy przyjechali. Zaraz będzie bronić islamu i wszystko wybaczać. Idealny materiał na prowadzenie dyskusji. Żeby jeszcze tylko Polacy umieli sensownie dyskutować.

To, że moim chłopakiem, a teraz nawet już mężem, jest Arab, nie oznacza, że stałam się fanką jego religii i wszystkich przybyszów z południa. Faktem jest, że wiem o islamie dzisiaj znacznie więcej, niż jeszcze dwa czy trzy lata temu. Musiałam się douczyć, zacząć interesować tymi sprawami. Zaczęło się okazywać, że nie jest to religia mordu i tyranii, zresztą taka religia chyba nigdzie nie istnieje. Ale to, że nie zgadzam się z opiniami jakiegoś dziennikarza, który słowa muzułmanin i islamista stosuje zamiennie, nie oznacza, że bronię wszystkich drani, którzy żyją w arabskim świecie. Nie spodziewam się, że każdy uchodźca jest prawdziwy. Czy żona katolika, mająca normalną rodzinę, usprawiedliwia bandytów bijących swoje żony, przepijających pożyczki, szlajających się po nie wiadomo jakich budach? Arabów i muzułmanów jest ileś milionów, tak samo, jak nas.

Ta cała dyskusja o uchodźcach i rzekomej islamizacji Europy byłaby dla mnie bardzo interesująca, gdyby była w ogóle wartościowa i gdyby wypowiadali się publicznie jacyś sensowni ludzie, którzy wiedzą coś więcej, niż to co „telewizja podaje”. Ja kocham jednego Araba, nie cały ich naród. Pod tym względem chyba dobrze, że staram się zachować zdrowy rozsądek, pozostaję sobą, chrześcijanką, Europejką przede wszystkim. Czasem widzę na Facebooku dziewczyny, Polki, które przeszły na islam i okraszają każdą swoją wypowiedź arabskimi sformułowaniami transliterowanymi na nasze. Każda trochę po swojemu, jak to z transliteracją zwykle bywa. Czy ja wiem… Byliśmy wychowani, że imienia boga nie wymawia się na daremno, w ogóle w języku polskim zbyt dużo tego boga nie ma, za to w arabskim jak najbardziej. To tak gładko się w to wchodzi? Ta mieszanka polszczyzny i arabskich dodatków wygląda czasem trochę na siłę. Nie sądzę, by o to powinno chodzić.

A tak przy okazji islamizacji. M. powiedział mi ostatnio coś, co mnie bardzo zaskoczyło i były to dość mocne słowa. Jakiś czas temu ważny egipski imam karcąco zwrócił się do publiki, że więcej islamu to on widzi w krajach niemuzułmańskich, niż u siebie. Muzułmanin ma swoje powinności, ma dbać o innych, pomagać, dzielić się. Arabskie owieczki okazują się chyba tego nie robić, przynajmniej nie w oczekiwanym przez nauczyciela stopniu. I że to my żyjemy zgodniej z wartościami tej religii, niż Arabowie.

Szokujące? Niektórym przydałoby się to przemyśleć.

Trochę jeszcze o urzędach :). Ze trzy tygodnie temu zadzwoniłam do Urzędu ds. Cudzoziemców, że dawno już minął termin, kiedy miała być wydana decyzja o pobycie czasowym M., a my nadal nic nie wiemy. Zadzwoniłam to duże uproszczenie, raczej dodzwoniłam się za dwudziestym czy dwudziestym drugim razem. Pani zapytała o numer sprawy, znalazła w systemie i… jest! Pozwolenie na pobyt czasowy na trzy lata :). „Tylko wie pani, my mamy teraz opóźnienia… Ale decyzja będzie wysłana w przyszłym tygodniu”. Nic na razie do nas nie dotarło, może przypomnę się za jakiś czas znowu :). Urząd przeprowadził się z Długiej na Marszałkowską, porządek będzie. Kiedyś ;).

Książki

Książki

Taka notka na szybko: czy któraś z Was wie może, gdzie w Warszawie albo w internecie można kupić książki po arabsku? Takie do poczytania? Bo jak coś znajduję, to albo jest to książka do nauki arabskiego, albo cena jest zabójcza a tytuł niespecjalnie nawet wart zachodu. Nadchodzą Święta i miło by było w końcu dać M. coś do poczytania w jego szlaczkach, chociaż Polska wygląda na zacofaną pod tym względem. Albo popytu nie ma. Pomożecie? 😉

Czekając na kartę

Czekając na kartę

Minęły ponad trzy miesiące, odkąd złożyliśmy wniosek o kolejną kartę pobytu, i jak na razie nie ma żadnej odpowiedzi. Decyzja miała być wydana najpóźniej na początku zeszłego tygodnia, a następnie wysłana pocztą. Ani widu, ani słychu :). Ale to podobno normalne w obecnej sytuacji. Urząd jest dość zajęty, trudno się dziwić.

Tak sobie myślę, że wśród setek tysięcy imigrantów jest kilku terrorystów, jakaś część nie ma żadnych dokumentów, bo je sobie spaliła zapalniczką (być może zapominając, że jakieś odciski palców nadal posiadają), część oczywiście to uczciwi ludzie, którym trzeba pomóc. Gdzie są służby, żeby wszystkich dokładnie sprawdzić i wpuścić tylko tych porządnych, o czystych kartach, bez przestępczej przeszłości? Tam jest naprawdę dużo pracy do zrobienia. Jak widać, coś się mocno nie udało. A chłopaków aplikujących o wizę, uczciwie pracujących po dwanaście godzin dziennie za psie pieniądze, chcących przyjechać do dziewczyny z Europy, trzepie się jak winnego. I prawdopodobnie konkretne problemy z otrzymaniem wizy to się dopiero zaczynają. Oglądam wiadomości i nie podoba mi się świat, w którym się znaleźliśmy.

W obliczu sporych problemów ze znalezieniem pracy M. zaczął realizować swój plan, o którym mówił już dość dawno, a w który ja niespecjalnie wierzyłam. Otwiera własny biznes. Na razie powolutku, chociaż po całych dniach. To już jego kolejny pomysł na własną działalność, tylko tym razem jakoś, odpukać, mu się to udaje :). Może znalazł to, co go naprawdę interesuje i co chciałby robić? Po trzydziestce. Nie wiem, czy to wcześnie, czy późno. Ja jeszcze tego czegoś nie znalazłam.

Robię dla niego kalendarz adwentowy. W tym roku będzie to album ze zdjęciami z naszego ślubu. Taa, oryginalnie ;). Żyjemy tak, jak wszyscy, od weekendu do weekendu. Dużym plusem jest jego kurs języka polskiego, który niedawno ruszył. Jest darmowy w jednej fundacji, dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. Sądząc po notatkach i tym, co M. czasem sobie powtarza w rozmowach ze mną, nauczyciel odwala kawał dobrej roboty. Dla mnie to też fajne doświadczenie, poznawać jakieś dziwne fakty o języku polskim i gramatyce. To rzeczywiście ma sens!

Jestem ciekawa, jak tam Wasze sprawy? Jak wizy, pobyty?

Trochę o ślubie :)

Trochę o ślubie :)

Przyjaciółka się niedawno zaręczyła. Następnego lata będzie ślub :). Inna znajoma co i rusz publikuje teksty na swoim blogu o ślubie, który brała trzy lub cztery lata temu (srsly…?), a ostatnio przedstawiła swoją listę pomysłów, jak oszczędnie zaplanować wesele. Chyba na moim blogu nie było takich typowo dziewczyńskich tekstów, bo pisałam bardziej o papierkach i tłumaczu przysięgłym, ale czemu miałabym i ja nie napisać, jak wyglądała nasza organizacja ślubu? Będzie po dziewczyńsku. Gdy wychodzisz za mąż za cudzoziemca, skupiasz się na dopełnieniu wszelkich możliwych formalności, żeby biedaka Straż Graniczna nie deportowała spod ołtarza (lub Godła :)). Z całym szacunkiem, białe gołębie i konfetti brzmią wtedy jak przedszkole.

Zacznijmy od ciuchów :). Sukienkę kupiłam na Allegro. Jej przeróbka niestety kosztowała równiutkie drugie tyle, ale i tak było to łącznie mniej niż pół ceny tego modelu ze sklepu (te informacje pochodzą z metek i internetu, ja sama nie odwiedziłam ani jednego salonu sukien ślubnych). Biżuteria była w prezencie od siostry i cioci. Makijaż i fryzura w moim salonie kosmetycznym, do którego chodzę od liceum. Buty (sandałki :)) miałam z sieciówki za kilkadziesiąt złotych. M. buty miał trochę lepszej jakości, z tego samego sklepu. W sandałach przechodziłam całe lato i na pewno za rok nadal będą dobre. Niestety, jego garnitur kosztował tyle, co moja suknia bez przeróbek. Ale chodził w nim też do pracy, więc warto. Obrączki trochę opróżniły nam konto, na tym nie oszczędzaliśmy, ale niech to zostanie już między nami :).

Na kolacji po ślubie było łącznie z nami 35 osób. Cudowna restauracja, niestety wcale nie tania, do tego open bar dla każdego. Ale czytałam, że w tzw. salach weselnych dziewczyny płaciły od 200 do 500 zł za talerzyk, alkoholu nie licząc, więc… nie ma porównania. W restauracji nie ma instytucji DJa lub innych weselnych osób, więc problem z głowy. Za to przez pół wieczoru grał pan na pianinie na żywo, co naprawdę uwielbiam, więc zamiast płacić dodatkowo za jakąś obciachową muzykę my mieliśmy w cenie minikoncert. Rezerwację mieliśmy od osiemnastej do północy, czyli do zamknięcia. Trzeba było dodatkowo zapłacić za dwupoziomowy tort z owocami, był to koszt 400 zł. Tort wjechał na salę w otoczeniu zimnych ogni i piosenki „Sto lat”, to już była inicjatywa restauracji, nie wiedziałam, że takie coś będzie :).

Zaproszenia chciałam zrobić sama, ale ręce opadły mi zanim jeszcze się doliczyłam, ile by ich było, więc zamówiliśmy je w małej firmie po 2,20 za sztukę. Były gotowe w niecały tydzień. Jeszcze nam zostały. Winietki na stół z imionami gości powycinałam i powypisywałam odręcznie sama, służył do tego blok techniczny i złoty marker. Nie zamawialiśmy żadnych dodatkowych atrakcji typu przywieszki na butelki (WTF?!). Przynieśliśmy księgę gości w formie zeszytu, ale… zapomnieliśmy ją wyjąć z torby 😦 :).

Bukiet zrobiliśmy z M. sami w dniu ślubu, wcześniej kupiłam przez internet kilka gadżetów do przygotowywania kwiatów. Wiązanka była więc domowej roboty z prostych białych kwiatów kupionych na bazarku, może nie idealna, ale moja przyjaciółka chce, bym zrobiła bukiet i dla niej za rok :).

Na ślub przywieźli nas nasi świadkowie swoim samochodem, żadnych kokardek, kwiatków i Boże broń wynajmowania limuzyn.

Fotografa znalazłam przez ogłoszenie na Gumtree, był z mojej dzielnicy i jego honorarium wyniosło 300 zł. Zdjęcia są dokładnie takie, jak chciałam, proste, sporo portretowych, bez dziwnych ujęć z podwiązkami. Niedługo parę zdjęć zawiśnie u nas w ramkach na ścianie. Nie mieliśmy kamerzysty, ale moja przyjaciółka nakręciła parę filmików na GoPro.

Wydatek, którego nie unikniecie, ale niech będzie nawet jak najwyższy, bo jest jednym z najważniejszych w tej całej imprezie (jak nie najważniejszym), to honorarium tłumacza przysięgłego. W naszym przypadku było to 250 zł. Ponieważ był to ślub cywilny, nie dotyczyły nas opłaty kościelne „co łaska, ale dwa tysiące”. Opłata za sporządzenie aktu małżeństwa wynosi 84 zł i dokonaliśmy jej w grudniu podczas składania dokumentów w USC.

Następnego dnia zamówiliśmy do domu sushi i wypiliśmy szampana, sama najbliższa rodzina (7 osób).

Ślub był dla mnie wymarzony, elegancki, kameralny, bez pompy i przesady, bardzo nastrojowy. I tak trochę kosztował mamę i nas, ale obyło się bez kredytów i takich tam, no ;). Na organizację wszystkiego mieliśmy pół roku, ale spokojnie wystarczą dwa miesiące, z czego połowę czekasz na sukienkę, a trzy czwarte na obrączki. Niedawno minęły trzy miesiące, to już kwartał :)!

Eid Mubarak :)

Eid Mubarak :)

Od dwóch tygodni jesteśmy już w nowym mieszkaniu. Odsetek kartonów powoli maleje, a teraz mamy już nawet internet, więc mogę dać znak życia ;). Urządzanie domu podobno trwa latami. My nie mieliśmy dużo rzeczy, więc mamy dużo miejsca, taka reguła. Mamy też dziwnych sąsiadów, którzy lubią przed pracą i po niej słuchać przeładowanej basami muzyki. Jeden wczoraj wywiesił flagę Polski Walczącej, czy nie wiem o jakimś święcie? Bo chyba nie ma to nic wspólnego z dzisiejszymi kolejnymi żenującymi ogólnopolskimi manifestacjami przeciwko imigrantom? Flaga zacna powiewa w deszczu na balkonie, tuż obok naszego.

M. jest przeciwko imigrantom. No pięknie, nie lubi swoich ziomków. Jego zdaniem większość uchodźców to nie uchodźcy, tylko emigranci ekonomiczni, więc jest w tej opinii bardzo polski. Powiedział, że zna Arabów i wie, że oni chcą przede wszystkim kasy i socjalu. Zna Arabów, nie da się ukryć, ale zaskoczył mnie swoją postawą. Zapytałam go, czy on sam nie czuje się imigrantem ekonomicznym. Nieee, a skąd! U nas była inna sytuacja, ja przyjechałem do mojej narzeczonej, aby założyć rodzinę! Myślałam, że będzie za tym, aby więcej osób reprezentujących jego kulturę pojawiło się w Europie. A tu wcale nie.

Mamy trochę uchodźców w Polsce, ale tych nowych, o których wszyscy mówią, jakoś na razie nie widać. Ciekawe zjawisko, swoją drogą: wirtualni uchodźcy sieją postrach wśród Polaków, narzucają szariat i hidżaby, zwalczają katolicyzm i wartości europejskie, nawet jeszcze nie postawiwszy nogi na polskiej ziemi :). To się nazywa moc!

Dzięki mojej mamie znam jedną rodzinę czeczeńską, która mieszka w Polsce od paru ładnych lat. Tu urodziły się dzieci, wszyscy mają stały pobyt. Są muzułmanami, panie chodzą w ciuchach, chociaż córki już nie (te chusty to obecnie palący temat, punkt programu i gwóźdź do trumny polskiej wolności, przecież). No i ci Czeczeni właśnie byli jedynymi osobami, które zaoferowały nam swoją pomoc przy przeprowadzce. Był jeszcze jeden przyjaciel domu, który pomógł odłączać to czy tamto, no i panowie od przeprowadzki, którzy wystawiają faktury (żeby nie było, że wszystko swoimi siłami zrobiliśmy; bez firmy przeprowadzkowej nie da się tego zrobić). Czołowi wrogowie polskiego ładu i wywalczonej latami emancypacji kobiet, muzułmanie, bardzo nam pomogli w ostatnim czasie i zrobili to bezinteresownie. Ale przecież najważniejsze dla nich, by kobiety nie nosiły krótkich spódniczek i żeby nie sprzedawano alkoholu! 😉

Btw. Skoro każdy jeden uchodźca jest emigrantem ekonomicznym i chce tylko niemieckich pieniędzy, to przecież dzień-dwa i już go u nas nie będzie. Warto tak maszerować w te i wewte?

Uchodźcy

Uchodźcy

„Pod naszymi tekstami o uchodźcach pojawiała się zatrważająca liczba komentarzy, które nawoływały do przestępstw, zawierały treści rasistowskie i ksenofobiczne. Nie chcemy ich pokazywać. Nie godzimy się na naruszanie godności innych ludzi na naszym forum. Dlatego zdecydowaliśmy, że wyłączymy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Będziemy też zgłaszać do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle rasowym i religijnym.” (Gazeta.pl)

Polski hejt :).

Nie mam sprecyzowanej opinii na temat tego całego kryzysu migracyjnego. Nie wszystkim ludziom można wierzyć, z pewnością część „potrzebujących” wcale nie jest potrzebująca, jak świat światem. Wystarczy zajrzeć za róg, co nie. Ale to jakby nie nasza sprawa, od tego są rozmaite służby, by sprawdzić, kogo się wpuszcza na teren kraju. My na pewno nie zrobimy tego lepiej, a co dopiero mali hejterzy, którzy swoją wiedzę o świecie opierają na filmikach z YouTube’a. Wiecie, że najwięcej oporów przed obcym mają środowiska, które mają tego obcego najmniej?

Z pewnością uchodźcom będzie w Polsce niełatwo, bo nasze państwo niespecjalnie opiekuje się rodzimymi biedakami, a co dopiero przyjezdnymi. A do tego nasze społeczeństwo jest tak otwarte i światowe, że szkoda gadać. Ale może na początek wystarczy to, że bomby nie spadają tutaj ludziom na głowę.

O problemach z migracją (swoją drogą, w XXI wieku brzmi to trochę jak „problemy z internetem” lub „problemy z pracą”, nic nowego, nie unikniesz) powinno się rozmawiać z osobami, które coś na ten temat wiedzą. Do tej grupy z pewnością nie należą autorzy artykułów, wyrażający obawę, że uchodźca każe Twojej żonie założyć chustę na głowę :))))) lub twierdzący, że prawosławie to nie chrześcijaństwo. Ale już na tym blogu wspominałam, że najchętniej w niektórych sprawach wypowiadają się ludzie, którzy mało wiedzą. Jeden wielki festiwal badziewia, prowokacji, straty czasu i nerwów.

Ja z natury jestem tolerancyjna, inaczej nie mogłabym żyć w związku z cudzoziemcem. Nie jestem też specjalnie naiwna, nie patrzę na świat przez różowe okulary. Gdybym patrzyła, to pewnie byśmy nie przeszli przez te wszystkie biurokracje, wizy i tak dalej, bo za bardzo byłabym skoncentrowana na wierzeniu w „habibi I love you” (którego to bałamucenia, swoją drogą, w naszej relacji nie było). Puenty nie będzie, imigranci będą w Polsce tak czy tak, czy to się komuś podoba czy nie. Polacy się przyzwyczają, ale trochę im to zejdzie.

Przeprowadzka

Przeprowadzka

Ostatnie dni w domu. 27 lat spakowanych w kilkanaście kartonów, większość już jest tam, ciągle potykamy się o te, które jeszcze mają się do czegoś przydać i potrzebujemy ich tu na miejscu. W tym miesiącu już będzie nowy Dom.

Ile czasu potrzeba, aby dom zaczął być Domem?

Nie miałam okazji przeżyć etapu mieszkania samodzielnie. Tak jak na filmach, gdzie singielki piją wino do nocy, oglądają dvd z kumpelami, wracają z imprez, gotują makaron po pracy i tak dalej. Mieszkałam z rodziną, a rok temu dołączył do mnie M. i tak już zostało. Teraz będziemy tworzyć nasz wspólny dom razem, od podstaw, od gołego betonu w zasadzie ;). To jest sens życia, to prawda.

Ale czasem tak by się chciało mieć świadomość, że na święta jeszcze mogę przyjechać… Że wigilia będzie po staremu, albo że można odwiedzić mamę, zajrzeć do swojego starego pokoju. Taka jest u nas sytuacja, że nie będzie takiej szansy. Nie tylko ja wyfruwam z rodzinnego gniazda. Nienajłatwiejsza to sytuacja, ale też prawda, że kilka rzeczy w moim życiu wydarzyło się niezgodnie z jakimikolwiek planami. Po prostu tak jest i już.

Tworzenie domu to chyba najważniejsze jak na razie zadanie w całym moim życiu i jestem mu aktualnie oddana w pełni :). Z jednej strony chodzi o logistykę dźwigania tych kilogramów (ludzie kochani – stanowczo mamy wszyscy za dużo rzeczy) czy walkę z programem do projektowania kuchni, z drugiej jest to czas przyzwyczajania się i oswajania nowego miejsca, w którym mam rozpocząć kolejny etap życia. Pewnie na tyle ważny, że nie obejmuję jeszcze tej ważności swoim małym rozumkiem ;).

To taka notka dzisiaj nie-międzykulturowa, tylko taka od serca. Niezależnie, jakiego faceta masz, momenty przełomowe są wszędzie takie same.

Slipping through my fingers all the time
I try to capture every minute
The feeling in it

Sometimes I wish that I could freeze the picture
And save it from the funny tricks of time…

Wniosek o kolejną kartę pobytu

Wniosek o kolejną kartę pobytu

Dwa dni temu wróciliśmy z podróży poślubnej. Było przepięknie, ciepło i szybko poczułam się wypoczęta. Potrzebowaliśmy tych paru dni po całym, bardzo ważnym roku. M. podziwiał i trochę kręcił głową, że w europejskim hotelarstwie uchodzą rzeczy, za które wyleciałoby się z pracy w Egipcie, a co najmniej miałoby się dywanik u szefa i kolejkę gości w recepcji składających pisemne zażalenia. Ale wakacje to wakacje, a na gwizdek, spośród wszystkich miejsc, w których byłam, byli tylko Egipcjanie :). Polacy oczywiście narzekali, my byliśmy zachwyceni bo nam się zawsze wszystko podoba.

To tak tytułem wstępu, żeby zapewnić Was, że u nas wszystko w porządku, trochę mnie tu nie było. Tym bardziej w porządku, że dziś załatwiliśmy kolejną ważną sprawę – złożyliśmy wniosek o przedłużenie pobytu czasowego. No to lecimy :).

Jak złożyć wniosek o kolejną kartę pobytu?

1. Wchodzimy na stronę Urzędu ds. Cudzoziemców (czyli tam, gdzie zaczynają się wszelkie poszukiwania i w ogóle to wszystkie drogi prowadzą na Długą ;)). Tam znajdujemy specjalny numer telefonu, dzwonimy i rezerwujemy dzień i godzinę spotkania w sprawie złożenia wniosku o pobyt czasowy. Opisywałam to na blogu jakiś czas temu.

2. Na tej samej stronie internetowej krok po kroku odnajdujemy swoją sytuację, np. czy cudzoziemiec jest małżonkiem obywatela polskiego, czy też studentem polskiej uczelni, czy ma pracę w Polsce itp. Musimy zdecydować się na jeden główny powód pobytu w Polsce. W naszym przypadku było to małżeństwo.

2. Gdy już znajdziemy opis swojej sytuacji, ściągamy wniosek o wydanie zezwolenia na pobyt czasowy. Nie ma specjalnego wniosku dla osób przedłużających pobyt. Warto wiedzieć, że od 17 lipca wniosek wygląda trochę inaczej, różnica dotyczy przede wszystkim powodu pobytu w Polsce. Wcześniej trzeba było go opisać w paru słowach, teraz wybieramy z listy.

3. Zbieramy pozostałe wymagane dokumenty. Od mieszanych małżeństw wymaga się ich bardzo mało.

4. Idziemy na umówioną godzinę do urzędu, znajdujemy swoje nazwisko na liście (list jest chyba dziesięć, po dwie do każdego pokoju, pani podczas tej rozmowy telefonicznej na początku informuje, na której liście jesteśmy).

Jakie dokumenty złożyliśmy dziś w urzędzie podczas tego spotkania:

1. Trzy egzemplarze wypełnionego na komputerze wniosku o wydanie zezwolenia na pobyt czasowy.

2. Dwie kserokopie pierwszej strony paszportu M. (ze zdjęciem).

3. Jedna kserokopia wszystkich zapisanych stron z paszportu (z pieczątkami, starą wizą itd.).

4. Kserokopia mojego dowodu osobistego.

5. Kserokopia odpisu aktu małżeństwa.

6. Kserokopia aktualnej karty czasowego pobytu M.

7. Cztery zdjęcia M., pani sprawdzała, czy twarz rzeczywiście zajmuje 70-80% zdjęcia, mają specjalny przezroczysty szablon na to.

8. Dowód opłaty skarbowej 340 zł za wydanie zezwolenia. Przelew M. zrobił wczoraj w domu, przynieśliśmy wydrukowane potwierdzenie. Dane do przelewu są na stronie Urzędu.

Pani sprawdza wszystkie kopie z oryginałami, poświadcza za zgodność po czym oddaje oryginały. Co ciekawe, musieliśmy poprawić jedną rzecz we wniosku. Mieliśmy wpisane trzyczłonowe nazwisko w polu „Nazwisko”, ale pani stwierdziła, że w tym przypadku nie ma nazwiska i musi być czteroczłonowe imię. Czyli inaczej niż rok temu. Skreśliliśmy, M. sparafował, wpisaliśmy gdzie trzeba i po bólu.

Pani wpisała od razu wniosek do systemu, M. dał odciski palców i dostał czerwony stempel do paszportu, taki sam jak rok temu. Na koniec otrzymał pismo z informacją, że decyzja będzie podjęta do tego i tego dnia i zostanie przesłana pocztą. Wraz z decyzją ma przyjść informacja, kiedy i o której godzinie będzie do odbioru nowa karta pobytu. Jest możliwe, że przez jakiś czas M. nie będzie miał karty pobytu. Wtedy może przebywać w Polsce na podstawie tego stempla w paszporcie.

Myślę, że nowy system składania wniosków jest znacznie lepszy niż ten stary. Poprzednio jeździliśmy kilka razy do urzędu i M. spędził parę ładnych godzin w kolejkach. Teraz załatwiliśmy wszystko za jednym razem i, odpukać, nie wygląda to źle.

Teraz pytanie tylko brzmi, czy będzie kolejna karta? Na rok? A może na dłużej?

Praca

Praca

Jak jest z pracą w Polsce, każda wie. Nie ma. A jak już jest, to na śmieciówce, na trzy miesiące, za grosze albo dla kogoś innego. Dotyczy to przede wszystkim osób, które są nowe na rynku pracy. Ci, co zaczęli wcześniej, zdążyli się już zakotwiczyć albo nawiązać znajomości. Gdy już jakimś cudem znajdziemy pracę, najchętniej bylibyśmy widziani jako osoby, które zaprzedały firmie duszę, zamieszkały w biurze i nie chcą nic w zamian. Nie mówię, że ja mam taką sytuację w pracy. Pracuję w państwowej placówce, gdzie prawo pracy jest respektowane i stosowanie, a godziny pracy są jasno określone. Tak samo, jak ustalona jest ścieżka rozwoju (np. nie istnieje :)).

Ale rządzą światem pracy, państwowej i niepaństwowej, różne zasady, na przykład gdy chce się podwyżkę, nasza praca jest mało ważna, nieabsorbująca, łatwiutka i mamy za mały staż. Za to gdy chcemy wyjechać na dwa tygodnie urlopu, nagle stajemy się niezastąpionymi i najbardziej niezbędnymi pracownikami firmy, o wyłącznych uprawnieniach do wykonywania pewnych czynności i po prostu jest to niemożliwe, byśmy ot tak sobie zostawili biuro na pastwę losu. Jeśli już to robimy, wznośmy modły do nieba i dzięki składajmy prezesom, zarządom i organom prowadzącym naszą placówkę, bo dostąpiliśmy wielkiego zaszczytu i łaski wykorzystania wypracowanego osobiście dnia wolnego.

Chyba jestem złym człowiekiem. Ja swój urlop już dawno zaklepałam i nie miałam z tym większych trudności, ale w mojej pracy tak jest – bezpiecznie i z poszanowaniem prawa. Za to widzę, co się dzieje dookoła. Chcesz dzień wolny? Ale to musisz? A po co ci?

No dobrze, już go sobie weź. Nie martw się, obetniemy ci to z pensji, więc firma nie straci, spokojnie.

Albo nasze pensje. Jeśli pracodawca chce mieć pracownika za darmo, to niech zaprosi studenta na bezpłatną praktykę. Niektóre proponowane stawki są takie, że nie opłaca się wyjść z domu po bilet miesięczny. Ale skoro takie stawki są, to najwyraźniej ktoś je bierze.

Niektórzy cudzoziemcy – niektórzy? cholerna większość! – mają problem ze znalezieniem sympatycznej i dobrej pracy. Myślę, że łatwiej mają Europejczycy i to ci z bogatszych krajów, którzy są mile widziani w firmowych szeregach, o ile nie śmierdzą za bardzo groszem, bo wtedy wpędzą szefa w kompleksy. Ale gdy do Polski przyjeżdża Arab, już nie rozwijajmy kwestii zagrożenia bombowego ;), ma znacznie gorzej niż Niemiec i Polak. Często brak odpowiednich doświadczeń zawodowych. Co z tego, że pracuje dwa razy dłużej niż jego przeciętny europejski równolatek. Niespecjalnie ufamy Innym.

Ale, moje drogie, czas uciąć te czarnowidztwa dotyczące zatrudnienia Arabów w Polsce.

Wszyscy egipscy i arabscy znajomi M., a trochę ich się nazbierało przez ten rok, mieszkający w Warszawie, mają pracę. Taką czy inną – w biurze, sklepie, restauracji, kebabie (to ostatnie to przeważnie na chwilę, bo szybko przenoszą się gdzieś indziej). Zdaje się, że wszyscy, z małymi wyjątkami, mają karty czasowego lub stałego pobytu. Pieniądze przeważnie niewielkie, takie, że jak my już będziemy mieć za ileś lat taki staż zawodowy, co oni mają dzisiaj, i dostaniemy taką pensję, to walniemy wszystko w cholerę i stwierdzimy, że nie opłaca się pracować, skoro lata mijają, a pensja jak stała tak stoi.

Pensja niska, ale jest. Praca nie zawsze zgodna z marzeniami lub wykształceniem, ale jest. Skąd się biorą te historie o permanentnym bezrobociu Arabów? Jak ich obserwuję, a znam też kilku przedstawicieli innych nacji i kręgów kulturowych, to nie pracują tylko ci, co nie chcą. M. dostał w zeszłym roku więcej ofert pracy niż ja.

Podsumowując te moje zgryźliwe wywody, trzymam kciuki i życzę wytrwałości w pokonywaniu własnych i wspólnych obaw. I jeszcze jedna rada (dla Egipcjan, u Polaków to nie działa): wysyłanie CV naprawdę daje dobry skutek oraz warto zaufać innym arabskim znajomym, bo oni sobie wzajemnie pomagają.

Aplikacja o wizę do Polski – od początku do końca

Aplikacja o wizę do Polski – od początku do końca

Dużo osób pyta o proces aplikowania o wizę i niezbędne dokumenty, więc postanowiłam – w końcu! – opisać kroku po kroku, jak to wyglądało u nas. Zaznaczam, że aplikowaliśmy o wizę w zeszłym roku. Procedura rozpoczęła się w połowie marca i dokładnie trzy miesiące później M. wylądował w Polsce.

Zaczynamy 🙂

1. Wystawiamy zaproszenie dla cudzoziemca

Wchodzimy na stronę Urzędu ds. Cudzoziemców, znajdujemy wniosek o wystawienie zaproszenia, drukujemy go, wypełniamy i dołączamy niezbędne dokumenty.

We wniosku trzeba podać przede wszystkim dane nasze i zapraszanego cudzoziemca i dokładne terminy, na kiedy jest zapraszany do Polski. Dostanie wizę maksymalnie na czas zaproszenia. Czyli jeśli zapraszamy go od 1 sierpnia do 30 września, w tym terminie maksymalnie może dostać wizę. Nie dostanie wizy na dłużej. Może za to dostać na krócej, ale zawsze „wewnątrz” określonych przez nas terminów.

Trzeba też podać cel wizyty. Piszemy oczywiście prawdę, czyli np. turystyka, odwiedziny, życie rodzinne itp.

Co trzeba dołączyć do wniosku o zaproszenie?

– potwierdzenie, że mamy dom lub mieszkanie, np. akt notarialny, decyzja sądu
– potwierdzenie, że mamy pracę lub inne źródło stałego dochodu, np. umowa o pracę, decyzja o przyznaniu renty
– zgoda właściciela mieszkania lub domu, że taki i taki cudzoziemiec może w takim i takim terminie przebywać w tym lokalu. Zgoda musi obejmować z dokładnością co do dnia ten sam termin, co zaproszenie
– wyciąg z banku z aktualnym stanem konta, o ile jest się czym pochwalić

Potrzebne są ksera i oryginały tych dokumentów. Pani zabiera tylko ksera, ale oryginały są do wglądu. 

Idziemy z wypełnionym wnioskiem i dokumentami do urzędu, stajemy w kolejce i składamy dokumenty. Dostajemy karteczkę z dokładnym terminem odbioru zaproszenia. W Warszawie zaproszenie było gotowe do odbioru dokładnie po trzech tygodniach.

2. Odbieramy zaproszenie w urzędzie

Otrzymujemy dwa egzemplarze. Jeden ma czerwoną pieczęć urzędową – ten będziemy wysyłać do Egiptu. Drugi zostawiamy sobie w domu.

3. Wysyłamy zaproszenie i potrzebne dokumenty do Egiptu

Możemy to zrobić kurierem, np. DHL. Wysłanie koperty z dokumentami kosztowało ok. 200 zł z kawałkiem. Przesyłka dotarła na miejsce w niecały tydzień. Ja wysyłałam dokumenty na adres taty M., ponieważ M. nie chciał, by przesyłka przyszła do Sharmu do jego pracy. Przesyłkę odebrał tata lub brat i dokumenty spokojnie sobie czekały, aż M. przyjedzie do domu.

Co wysyłamy w kopercie do Egiptu?

– zaproszenie z czerwoną pieczęcią urzędową
– potwierdzenie, że mamy dom lub mieszkanie, np. akt notarialny, decyzja sądu
– potwierdzenie, że mamy pracę lub inne źródło stałego dochodu, np. umowa o pracę, decyzja o przyznaniu renty
– zgoda właściciela mieszkania na pobyt cudzoziemca w tym domu
– wyciąg z banku z aktualnym stanem konta, o ile jest się czym pochwalić

Czyli w zasadzie to samo, co dawałyśmy w urzędzie razem z wnioskiem o zaproszenie. Za granicę wystarczy wysłać ksera (żadnych oryginałów).

W punkcie DHL trzeba podać dokładny adres dostarczenia przesyłki. Zapytajmy wcześniej Egipcjanina o nazwę ulicy, numer domu i mieszkania, kod pocztowy oraz miejscowość. Oni tego nigdy nie wiedzą, więc potrzebują trochę czasu, aby znaleźć te informacje. Nazwy miejscowości też nie lekceważmy. Oni lubią posługiwać się terminologią w stylu Warszawa – mazowieckie i czasem stosują te pojęcia zamiennie. W efekcie nie wiesz, jak się nazywa miasto Twojego lubego. Trzeba to dokładnie ustalić przed wysłaniem paczki.

4. Egipcjanin odbiera przesyłkę i zaczyna przygotowywać dokumenty niezbędne do aplikacji o wizę

Jakie dokumenty załatwiane w Egipcie są potrzebne do wniosku o wizę?

– dokument z Mugammy z Kairu. Jest to papier opisujący ostatnie 7 lat życia Egipcjanina i dotyczy wyłącznie podróży zagranicznych. Nawet jeśli nigdzie się nie wyjeżdżało, i tak trzeba ten dokument mieć. Jest gotowy do odbioru po 2 tygodniach
– ubezpieczenie na Europę obejmujące cały okres planowanej wizy, można je kupić w każdym biurze podróży w Egipcie
– rezerwacja biletów lotniczych z Egiptu do Polski i z powrotem, do załatwienia w tym samym biurze podróży, co ubezpieczenie. Ta rezerwacja i tak przepadnie po paru dniach, ale to nie szkodzi. W momencie składania wniosku o wizę trzeba mieć rezerwację na przeloty. Jeśli dostaniemy wizę, trzeba będzie ponownie udać się do biura podróży, zrobić nową rezerwację i ją na serio wykupić
– wyciąg z konta bankowego za ostatnie 6 miesięcy, można poprosić od razu o wersję po angielsku
– jeśli jesteście małżeństwem, akt małżeństwa
– zaświadczenie, że nie jest poszukiwany przez policję ani karany, do załatwienia w każdej siedzibie policji (coś w stylu naszego zaświadczenia o niekaralności)
– zaświadczenie o zatrudnieniu od managera lub działu zasobów ludzkich
– zaświadczenie o wysokości zarobków, może być na jednym papierze razem z zaświadczeniem o zatrudnieniu
– zgoda pracodawcy na urlop w terminie planowanej wizy

Jeśli są jakieś dodatkowe dokumenty potwierdzające status majątkowy cudzoziemca, warto je przygotować, np. potwierdzenie posiadania mieszkania, samochodu, ziemi itp.

Wszystkie dokumenty muszą być przetłumaczone przysięgle na język polski lub angielski. Niektóre można uzyskać od razu w wersji angielskiej, np. wyciąg z konta bankowego i dokumenty z zakładu pracy. 

5. Egipcjanin wypełnia formularz online wniosku o wizę Schengen

Gdy ma już w ręku nasze zaproszenie z dokumentami wysłanymi z Polski i własne egipskie papiery, czas zarezerwować spotkanie z konsulem w Ambasadzie RP w Kairze. Wchodzi na stronę internetową https://secure.e-konsulat.gov.pl/ i wybiera jeden z kilku proponowanych terminów spotkania. Strona jest dostępna w kilku wersjach językowych, w tym polski i angielski. Po wybraniu terminu spotkania otwiera się formularz aplikacji o wizę.

W formularzu jest wiele pytań, m.in. o dokładne dane cudzoziemca i osoby zapraszającej, poprzednie pobyty w strefie Schengen, planowane dokładne terminy przylotu i powrotu, cel pobytu, kto pokrywa koszty podróży i utrzymania itp.

Po wypełnieniu formularza Egipcjanin klika wyślij (submit). Po pięciu minutach na jego e-mail przychodzi potwierdzenie z Ambasady z terminem i adresem spotkania oraz z załącznikiem. Jest to plik PDF z jego aplikacją o wizę, około 4 stron. Drukuje go. Na pierwszej stronie jest m.in. miejsce na zdjęcie do wizy – nie przyklejamy go, zrobi to później pracownik Ambasady.

Warto otworzyć sobie ten formularz wcześniej i warto, żebyś to zrobiła TY. Wchodzimy na tę stronę internetową, otwieramy formularz w języku polskim, kopiujemy go do Worda, następnie otwieramy go po angielsku i też kopiujemy i zapisujemy sobie na komputerze. Na spokojnie wypełniamy go, pewnie w wersji angielskiej, bo w takiej nasz Egipcjanin będzie go wypełniał u siebie. Mamy obok na komputerze tłumaczenie na wersję polską i to bardzo pomaga, bo słownictwo jest dość urzędowe i często trudne. Wypełniamy formularz i wysyłamy mu na maila. Dlaczego warto, żebyśmy to my robiły? Bo Egipcjanie totalnie mieszają nazwy miejscowości, piszą raz wielką a raz małą literą nazwiska, i to wszystko się kupy nie trzyma. Jak zrobi to Polka to będzie porządnie.

Uwaga. Po wejściu na stronę aplikacji o wizę często znajdziemy informację, że nie ma żadnych wolnych terminów na spotkanie przez najbliższe dwa czy trzy tygodnie. Nie zrażamy się, tylko otwieramy stronę parę godzin później. Najlepiej jest wchodzić wieczorem lub rano.

Egipcjanin ma już dokumenty przysłane z Polski, dokumenty uzbierane przez siebie i termin spotkania w Ambasadzie.

6. Egipcjanin idzie na umówione spotkanie do Ambasady

Bierze ze sobą zaproszenie i wszystkie dokumenty, które mu wysłałyśmy, wydrukowany plik PDF z Ambasady oraz wszystkie dokumenty załatwione przez siebie w Egipcie. Czyli, krótko mówiąc, wszystko powyższe 🙂 plus dwa lub trzy zdjęcia.

Na miejscu pracownicy Ambasady mają listę osób umówionych i zapraszają do środka jednego po drugim, reszta czeka na zewnątrz. Gdy Egipcjanin wchodzi do środka, oglądają wszystkie dokumenty, czy wszystko jest OK, a on idzie opłacić wniosek wizowy do kasy, ok. 600 funtów. Na potwierdzeniu opłaty pracownicy wpisują termin odbioru informacji w Ambasadzie, czy jest wiza czy nie. Po czym wychodzi z powrotem na zewnątrz, po jakimś czasie zapraszają z powrotem już na rozmowę z konsulem.

Rozmowa z konsulem trwa przeważnie kilka minut, czasem po arabsku, a czasem po angielsku. Pytania dotyczą głównie celu pobytu w Polsce i kim jest osoba zapraszająca. Konsul zabiera wszystkie przyniesione dokumenty wraz z paszportem. Ten ostatni odbierzemy dopiero wraz z decyzją o wizie.

Odpowiedź jest po dwóch tygodniach, trzeba przyjść do Ambasady w wyznaczonym terminie i o określonej godzinie. Wtedy też odbiera się paszport, oby z wizą w środku. Inszallah :).