Umówienie spotkania w Urzędzie ds. Cudzoziemców

Umówienie spotkania w Urzędzie ds. Cudzoziemców

Dobra wiadomość dla cudzoziemców ubiegających się o pozwolenie na pobyt czasowy lub przedłużenie tego pobytu. Dotychczas wnioski o kartę pobytu składało się w urzędzie ds. cudzoziemców lub jego filiach i przeważnie wiązało się to z wyjęciem z życia paru ładnych godzin spędzonych w kolejce na korytarzu. Jak było gdzie usiąść, to już coś. Teraz zmiana jest taka, że można na złożenie wniosku umówić się telefonicznie – i to działa!

Pod koniec zeszłego tygodnia postanowiłam zadzwonić. Przede wszystkim dlatego, że mi się to przypomniało :P. Karta M. kończy się na początku października, w sierpniu planujemy wyjazd i wypadałoby pomału zacząć zbierać dokumenty. Znalazłam na stronie urzędu specjalny numer przeznaczony na umawianie spotkań. Rozmowa była bardzo miła i krótka. Trzeba było podać imię i nazwisko cudzoziemca, jego narodowość i numer paszportu oraz datę zakończenia aktualnej karty pobytu (być może w przypadku pierwszej karty trzeba podać datę zakończenia wizy). Jak widać, spotkanie może umówić Polak w imieniu cudzoziemca. Dostaliśmy termin w połowie sierpnia, dostępne były też terminy w lipcu. Można sobie trochę wybrać :).

To oznacza, że czeka nas powtórka z rozrywki z wypełnianiem wniosku i zbieraniem dokumentów. Tym razem podobno ma być trochę łatwiej, bo w przypadku małżeństwa nie trzeba wykazywać źródła utrzymania. Chociaż tu akurat nie byłoby większego problemu, wystarczy pokazać umowę o pracę. Zobaczymy, jak nam to wszystko będzie szło, dam znać :).

Ślub z cudzoziemcem

Ślub z cudzoziemcem

Trudne zadanie, napisać ładnie o własnym ślubie :). Postanowiłam zrobić to w taki sposób, żeby ta relacja mogła przydać się kolejnym parom, które planują zawarcie międzynarodowego związku małżeńskiego. Czyli w sposób właściwy niniejszemu blogowi ;).

Ślub z cudzoziemcem trwa chyba tyle samo czasu, co z Polakiem, ponieważ tłumaczenie odbywa się w międzyczasie, po cichu, i niczego niepotrzebnie nie wydłuża. Tłumaczone były wszystkie wypowiedzi kierownika Urzędu Stanu Cywilnego, mniej więcej co zdanie to mini przerwa na tłumaczenie. Po krótkich formułkach dotyczących tego, czym jest małżeństwo w Polsce i że obie strony mają takie same prawa i obowiązki (zygu zygu! bo przecież będzie mnie zamykał w piwnicy ;P), kierownik zapytał, czy podtrzymujemy wolę zawarcia związku małżeńskiego, a potem wszyscy wstaliśmy z miejsc i nadszedł moment złożenia przysięgi. Najpierw przysięga cudzoziemiec. W Polsce normalnie jako pierwszy przysięga mężczyzna, ale w związku mieszanym zawsze będzie to strona zagraniczna, niezależnie od płci.

Przysięga M. przebiegała w taki sposób: najpierw kierownik dyktuje parę słów po polsku, pani tłumaczka mówi to po arabsku, a M. powtarza po tłumaczce. Chylę mu czoła za spokojny, niezachrypnięty, niełamiący się itd. głos.

A potem przyszła kolej na mnie i wyszło to momentami trochę zabawnie, bo gdzieś tak w połowie mojej przysięgi przypomniałam sobie, że w zasadzie to pani tłumaczka powinna tłumaczyć moją wypowiedź na arabski, a ja raczej nie dałam jej na to szans – ja albo kierownik ;). Ale wydaje mi się, że i tak wszystko tłumaczyła na arabski gdzieś tam w międzyczasie, po cichu, czyli tak, jak podczas całej ceremonii.

Potem jest czas wymiany obrączek i chyba po tym powinien nastąpić pocałunek, ale uwaga – nie ma tego w protokole! I czekaliśmy jak ci głupi, aż kierownik powie coś w stylu „i teraz możesz pocałować pannę młodą”, a tu g* ;). Więc przeszliśmy do podpisu dokumentu, przyjęliśmy życzenia od kierownika (chyba już nie były tłumaczone), dostaliśmy do ręki kopertę z trzema odpisami aktu małżeństwa oraz dowodami osobistymi naszymi i świadków, i dopiero potem było kiss the bride, głównie dlatego, że goście to powiedzieli 😉 Także nie było idealnie, bo nie jesteśmy idealni, ale jesteśmy sobą ;).

Stres największy był dzień przed i chyba na samym początku, gdy czekaliśmy na złożenie przysięgi. Wszystko – ceremonia, życzenia od naszych gości, także przecudowna kolacja weselna dla trzydziestu kilku osób – minęło jak sen, szybko, tak, jakby nigdy się nie wydarzyło. Mamy już zdjęcia od naszego fotografa i nie wierzę własnym oczom, że naprawdę wyszłam za mąż – ZA ARABA! – i że to wszystko wyglądało tak pięknie ;).

Następnego dnia było oglądanie prezentów, pierwsza małżeńska kawa na mieście 😉 i obiad z najbliższymi. A dzisiaj chciałam wyrobić sobie nowy dowód osobisty i paszport, a tu się okazuje, że USC jeszcze nie wprowadził do systemu mojego nowego nazwiska… No dzięki bardzo :).

Z ciekawostek, na kolacji po ślubie były dwie pary polsko-egipskie, znajomi M. Jedną znałam już wcześniej. Byli to świetni goście, integrujący się z naszymi polskimi przyjaciółmi i umiejący się fajnie bawić. Czekamy na ciąg dalszy. Tymczasem sierpień… Grecja :).

You got me looking so crazy, my baby
I’m not myself lately, I’m foolish, I don’t do this
I’ve been playing myself, baby I don’t care
Baby your love’s got the best of me

I look and stare so deep in your eyes
I touch on you more and more every time
Such a funny thing for me to try to explain
How I’m feeling and my pride is the one to blame
And I still don’t understand
Just how your love could do what no one else can

Got me looking so crazy right now
Your love’s got me looking so crazy right now
Got me looking, got me looking so crazy in love

Za tydzień Pani F.

Za tydzień Pani F.

Jestem oazą spokoju… Jestem oazą spokoju… 🙂

Tyle myślenia, organizowania i wszystkiego, a jak przychodzi co do czego, to by się chciało, żeby już było PO. Mam wrażenie, że wszystko jedno, Polak czy nie-Polak – i tak się stresujesz!

Będę dzielna, różne stresy już się w życiu zaliczyło… Sami mili ludzie będą dookoła… Wszystko jest przygotowane…

Nie pomaga! 🙂

Długi weekend

Długi weekend

Jeśli jest jakiś powszechnie wolny piątek, to ja na pewno jestem w pracy :).

Wczorajszy dzień przypłaciłam małym poparzeniem słonecznym. Przesiedzieliśmy pół dnia na słońcu przy domowym sushi (ryż wyszedł!!! wyszedł!!!) i winie. Ja wyszłam z tego czerwona, a M… zwykły jak co dzień. Takiemu to dobrze. Oby dzieci miały jego karnację, Inszallah!

Do rzeczy. Za dwa tygodnie ślub, trochę chodzę po ścianach z nerwów i zastanawiam się, co jeszcze nie jest gotowe. Uparłam się jednak i chcę gdzieś wyjechać na urlop. Jest mi wszystko jedno, gdzie, wszystko mi się podoba, byle oderwać się na chwilę od tego młyna.

Mam dobrą wiadomość dla Czytelniczek :). Pocztą pantoflową dowiedziałam się, że mąż jednej z Was parę dni temu dostał wizę do Polski :). Gratulacje! Widać da się. Ktoś niedawno mi napisał, że może to jednak nie zawsze chodzi o politykę i zamykanie granic. Może jednak rzeczywiście jakiś procent podań o wizę jest odrzucany, ponieważ wnioski są źle sporządzone? Wszystkie dokumenty muszą być super przygotowane. Dobrze, jeśli jednak Polka to wszystko zrobi, bo zważywszy na arabskie postrzeganie porządku… Trzymam kciuki za kolejne wizy i realizację wszystkich fajnych planów :).

Jeszcze jedno chciałam powiedzieć, a ciągle zapominałam.
Mój M. nie nazywa się Mohamed :).

Koniec maja

Koniec maja

Żyjemy i mamy się dobrze ;). Jestem teraz dość zajęta, ale wcale nie sprawami okołoślubnymi, tylko pracą i innymi rzeczami, które mają służyć układaniu sobie nowej drogi życia. M. bardzo się wkręcił w swoją nową pracę, jak wraca do domu to dalej pracuje albo siedzi w tych swoich systemach. Przy okazji, pamiętam czyjś anonimowy e-mail, długo przed założeniem bloga, że Arab, który przyjeżdża do Polski, może liczyć na – jak to było? – co najwyżej i aż pracę w kebabie. Jakby ta praca komukolwiek ubliżała. Ciężka harówka za groszową stawkę godzinową i przeważnie na czarno. M. w Polsce nie pracował w taki sposób, ale nie kasowałabym człowieka z powodu miejsca jego zatrudnienia. Teraz przede wszystkim cieszę się, że M. jest zadowolony ze swojej pracy, która jest mega ważną częścią jego obecnego życia. Ale w tym wszystkim to i tak on bardziej pamięta, że w przyszłym miesiącu się pobieramy.

W zeszłym tygodniu obchodził swoje trzydzieste urodziny. Twierdzi, że nigdy w życiu nie dostał tylu życzeń :). Cóż, u nas urodziny to okazja do świętowania lub robienia czegoś miłego, nie to, co u nich, gdzie mało kto pamięta o tych wydumanych, nowobogackich zwyczajach. Chociaż zauważyłam, że w Polsce sporo osób bardziej zwraca uwagę na imieniny i robi z tej okazji wielkie akcje prezentowe, czego ja z kolei kompletnie nie czaję. Ale bądźmy sobie wzajemnie mili, skoro się da.

Jeśli zdarzy się jakiś przypływ wolnego czasu, który będę mogła spożytkować na blogowanie, napiszę jakąś porządniejszą notkę o dokumentach, które Egipcjanin musi przedstawić w Ambasadzie, gdy ubiega się o wizę. Wydaje mi się, że brakuje tutaj takiego opisu, bo często do mnie piszecie z pytaniami o przeróżne wizowe papiery. Jeśli przydałyby się jeszcze jakieś inne administracyjne wskazówki, dajcie znać :).

Polska wiosna

Polska wiosna

Wielkanoc minęła deszczowo i śnieżnie. Nie było tego fajnego wiosennego klimatu, który chciałam pokazać M. Pamiętam, jak rok temu snułam plany o wyprawie z koszyczkiem w wiosennym słońcu, żonkilach i krokusach. Guzik. Nie poszliśmy z koszyczkiem, bo – jak co roku ostatnimi czasy – pogoda zachęcała co najwyżej do picia wina i zakutania się w zimowy sweter. Taką to zimę mieliśmy tej wiosny. Czy chwilowe słońce za oknem jest jakimś zwiastunem istniejącego gdzieś na świecie ciepła? Proszę???

Po świętach udałam się na parę dni urlopu do Zakopanego. M. został, bo zaczął nową pracę (to już chyba kiedyś było, cóż, jest znowu). Odpukać podoba mu się w tym nowym miejscu, zajmuje się zupełnie innymi rzeczami, niż do tej pory. Wreszcie wrócił do życia, bo ostatnie tygodnie w poprzedniej pracy dały mu mocno popalić.

Nie mogę się doczekać weekendu, chociaż jego część i tak spędzę w pracy (tadam, zdarza się i w państwowych placówkach). Natomiast pojawiło się coś, z czego jestem mega dumna, a mianowicie zaczynam sklecać małe zdanka po arabsku. Są dość idiotyczne, w stylu mieszkamy w domu, gdzie jest dużo okien i mała szafa :))). Najwięcej udawało się uczyć podczas urlopu, teraz to oczywiście jest jak jest. On z polskim dalej średnio stoi. Nie wiem, co zrobić, by w końcu zaczął mówić. Mógłby pójść na kurs, tylko żadnego nie ma. Moja mama konsekwentnie mówi do niego tylko po polsku, ale co to za komunikacja. Ma kilka książek do samodzielnej nauki, ale one średnio działają. Może gdyby bardziej się przyłożył, to byłyby większe efekty. Jakieś rady?

Rasizm, witamy w Polsce

Rasizm, witamy w Polsce

Polacy nie są tolerancyjnym i otwartym narodem. Żadne odkrycie, a jednak ten fakt trochę boli i bardzo wkurza. Szczególnie nas, partnerki cudzoziemców.

Niestety, M. doświadczył w pracy dyskryminacji na tle etnicznym i religijnym, nie raz i nie dwa. A że Arab, że muzułmanin. Nie było zwyczajowego go home, ale inne kwiatki, które mi się w głowie nie mieszczą. Do tego izolacja i inne rodzaje agresji słownej, no po prostu wstyd i żal. Jak stwierdził M., nie miał takich akcji nigdy przez całe swoje długie życie zawodowe.

Długo się zbierałam, by o tym tu napisać. Dobrze, że jesteśmy na blogu anonimowi. Ale niestety, jest to wszystko prawdą i warto być przygotowanym na takie sytuacje. Niby się doskonale wie, że w Polsce nie ma zbyt wiele kultury i inteligencji, ale jednak zawsze jest to jakiś cios, gdy trafia to w Ciebie.

Z tych wszystkich wyszukanych i zatrważających faktów, które jakoby miały dotyczyć życia z arabskim chłopakiem, jak dotąd potwierdził się ten jeden, a mianowicie że Polakom słoma z butów wystaje. A gdy komuś innemu nie wystaje, to niełatwo jest zniżyć się do takiego poziomu i na atak odpowiadać atakiem. Nie wszyscy mają to w zwyczaju.

Chyba niepotrzebne są moje dodatkowe komentarze, co o tym wszystkim myślę, chociaż to właśnie ja, żyjąca i sypiająca z Arabem kobieta, miałabym największe prawo się wypowiadać we wszystkich kwestiach z nim związanych. Ale w życiu to tak zwykle bywa, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które gówno wiedzą.

Czy Wasi partnerzy doświadczyli czegoś takiego? Jaki był tego skutek? Co z tym zrobili albo co Wy z tym zrobiłyście?

Blog ma rok!

Blog ma rok!

Zorientowałam się, że parę dni temu mojemu blogowi stuknął pierwszy roczek :). Dużo się przez ten rok wydarzyło, a mianowicie:

– zaprosiłam M. do Polski (dokładnie rok temu, swoją drogą)
– M. dostał wizę, przyjechał i dostał pobyt czasowy
– oboje dostaliśmy pracę
– podjęliśmy decyzję o ślubie

A co się nie wydarzyło?

– nadal nie mówię po arabsku
– on nadal nie mówi po polsku (trochę mówi, ale co to za mówienie)
– niespecjalnie mamy pieniądze
– on nadal nie ma polskiego prawa jazdy

I jeszcze parę innych spraw w stylu – a jego rodzina? A mieszkanie? A urlop? A gucio :).

Przynajmniej dobrze gotujemy.

Szpieg w rodzinie

Szpieg w rodzinie

Dzisiaj odkryłam, że wspólnie z M. trochę wpłyniemy na przyszłość dzieciaków z jego rodziny, chłopców konkretnie. Otóż, w tym pięknym gorącym kraju funkcjonuje prawo, że jeśli Egipcjanin ożeni się z cudzoziemką, nie może wstąpić do wojska, ani do policji. Nie może też pójść do żadnej szkoły kształcącej przyszłych oficerów. Ani on, ani jego dzieci, ani bracia, ani dzieci rodzeństwa. Czyli załatwiliśmy (no, jeszcze nie) przyszłe pokolenie na cacy. Teoretycznie ma to swoje plusy, bo tak jak u nas, kto by chciał iść do woja. Ale jak już kończysz liceum i myślisz o studiach, chcesz mieć dobrą i ustawioną przyszłość, armia i policja są tak samo dobrym pomysłem, jak w Polsce. Nie jest łatwo dostać się do takiej szkoły, podobno jednym z kryteriów jest niestety stan konta, czyli mamy kolejny obszar, w którym polityka ucina szanse młodym ludziom tylko dlatego, że ich nie stać. Ale jakakolwiek szansa, tak czy tak, jest. A tu nie będzie, bo się wujkowi zachciało żeniaczki z panienką zza granicy.

Nie jestem przekonana, jak ta sprawa wygląda w Polsce. Czy nasze dzieci mogą pójść do wojska? Czy ja mogę pracować w Policji? Nawet jeśli nie ma ku temu formalnych przeciwwskazań, czy przyjmą? W Egipcie sprawa jest jasno postawiona, chociaż czemu robić takie coś Bogu ducha winnym bratankom, którzy nie mają nic wspólnego ze szpiegowską działalnością wuja :)? W Polsce, zdaje się, wszyscy są równi, ale bywa, że są równi i równiejsi no i pytanie, czy to nie jest właśnie jeden z tych momentów, kiedy jesteś tylko równy.

PS. Nasze obrączki owszem, są, tylko żółte, a miały być białe. Coś się producentom pomyliło. Będą w połowie kwietnia. Widać zdarza się i to :).