Nowy Kair

Nowy Kair

Zjednoczone Emiraty Arabskie chcą wybudować w Egipcie Nowy Kair. Piękne miasto przyszłości z siedzibami rządu, ambasadami, szkołami i miejscami pracy. Istna duma narodowa. Chciałabym to zobaczyć. Jak oceniacie szanse? Oby im się powiodło.

Niech już przyjdzie ta wiosna na serio, bo mam dość kaszlu własnego i wszystkich innych dookoła. Podróż tramwajem i metrem, nawet nowym, grozi ugrzęźnięciem w zapaleniu oskrzeli po wsze czasy. Lekiem na całe zło byłby wyjazd z tego miasta. Wkrótce Wielkanoc i ma być pysznie :).

Co z tym chrztem

Co z tym chrztem

Byliśmy wczoraj w cerkwi na chrzcie dziecka przyjaciół. To taka przyszywana rodzina bardziej. Wcześniej widziałam tylko jeden chrzest w życiu, i to chrzest dorosłego. Był to również chrzest prawosławny. Nie mam porównania z katolickim obrządkiem, mimo że sama jestem katoliczką jak ustawa przykazała. Wczorajsze nabożeństwo bardzo mi się podobało. A co na to M.?

Szczerze mówiąc, był trochę jak turysta :). Wszystko odbywało się po polsku, ale nie miał szans, by cokolwiek zrozumieć. Przyglądał się tylko, tak jak my wszyscy, jak krok po kroku wygląda ceremonia chrztu. Po chrzcie był obiad dla rodziny i wywiązały się rozmowy w kuluarach. Ksiądz, który był jednocześnie ojcem chrzestnym, prawosławny rzecz jasna, wyraził opinię, że chrzest polega na obmyciu, więc musi być ten pełny kontakt z wodą. „Jakieś tam polanie nie wystarczy”. Większość nas przy stole była katolikami i byliśmy kiedyś prawdopodobnie właśnie polani, ale co tam. Przetłumaczyłam po cichu M., o co biega, a on również po cichu wyraził swoją, powiedzmy, dezaprobatę. Dziecko rodzi się czyste. Po co je obmywać z czegokolwiek? No tak… W sumie.

Nie wiem, jaką religię będą miały nasze dzieci. Z natury będą gdzieś tam po środku, ale czy przyjmą chrześcijaństwo? Czy pozostaną z tym nadanym z urodzenia islamem? Ja się nie będę przy niczym upierać, bo nie jestem związana z moim kościołem, prędzej z cerkwią, a M. mówi, że wszystko robimy tak, jak ja chcę i tutaj też tak będzie.

Może lepiej, żeby dziecko miało w ogóle jakąś religię? Ja niby mam, ale co to za religia w moim wykonaniu? Wiem, że M. jest w stanie przekazać więcej religijnych wartości, niż większość znanych mi osób. Nie popyla pięć razy dziennie do meczetu, jak to się mawia o każdym jednym muzułmaninie, ale ma w sobie wiarę i kręgosłup moralny. Co z tego będzie, zobaczymy. Zależy, jakie będą czasy.

1 marca!

1 marca!

No i wreszcie! Wiosenny miesiąc! Już nie mogłam tej zimy. Szaro i zimno, nawet biało nie było, pewnie dalej tak będzie paskudnie i polsko, ale przynajmniej jaśniej jakoś. Jak się wraca z pracy to jeszcze trochę świata widać. Jeśli ja mam dość, to co dopiero M.

Moje L4 się skończyło, wróciłam do pracy, przeziębienie oczywiście do końca nie przeszło, zwłaszcza, że u nas co druga osoba jest chora. Na zwolnieniu już, albo za sekundę. Za to tuż po mnie rozchorował się M. Pierwsza prawdziwa wizyta u polskiego lekarza. Byłam pod wrażeniem, jak fajnie doktor się dogadywał po angielsku. Przepraszam, ale jestem przyzwyczajona do pełnienia roli tłumacza WSZĘDZIE, bo Polacy nie znają języków obcych i rzadko który widział cudzoziemca na oczy. A tu taka miła niespodzianka. Cóż, M. dostał antybiotyk i parę dni w domu. Nie wytrzymał zbyt długo, wrócił do pracy. Już mu przeszło (w przeciwieństwie do mnie). Zaraz potem następny polski lekarz, tym razem dentysta. Odpukać, wielki sukces.

„Wesele” jednak będzie w Warszawie. Ciągle nie wiem, co z jakimiś wakacjami potem, pytanie brzmi, czy będziemy mieć wolne w pracy no i kasę. Ale jest dobrze :). Wiosna idzie, musi być dobrze.

L4

L4

Mam tygodniowe zwolnienie lekarskie. Pierwszy raz w życiu, więc jest mi trochę dziwnie. W poprzedniej pracy nie chorowałam, a wcześniej, na studiach, nikogo nie obchodziły zwolnienia od lekarza. Trzeba było się zmieścić w dwóch lub jednej nieobecności na przedmiocie. Teraz czuję się trochę nie na miejscu, ale z drugiej strony mam nagle dużo czasu na wszystko. Tylko siły średnio.

M. do mnie co jakiś czas dzwoni i pyta, jak się czuję. Nikt nigdy do mnie nie dzwonił, jak byłam chora. Jestem uprzejmie zaskoczona, że facet może zadzwonić z pracy i zapytać, jak tam zdrówko. Przekonuję go, że to zwykłe przeziębienie i nawet twardą polską sztukę kiedyś musi trafić. A on swoje. W każdym razie, jestem zdumiona :).

Walentynki

Walentynki

Polska zima… i już prawie po. Jeszcze dwa tygodnie i zacznie się nadal zimny, ale już znacznie bardziej optymistyczny marzec. U nas wiele się nie zmienia. Pracujemy od rana, trochę czasu mamy jedynie w weekend (np. dziś, stąd notka :)). Większość spraw w związku ze ślubem jest już załatwiona, wesele a raczej obiad będzie jednak w Warszawie. Trzeba dopasować sukienkę, a już wisi w szafie, kupić garnitur i zrobić zaproszenia. Ostatnio mamy pomysł na takie domowej roboty. Ja ogólnie lubię sama trochę pomajsterkować w papierach, karteczkach i dekoracjach, więc czemu nie? Ok, chyba starczy serwetkowych treści :).

Zastanawiałam się ostatnio, jak odpowiedzieć na jedno pytanie zadane w komentarzu do poprzedniej notki. Jak M. się odnalazł w polskiej rzeczywistości? Hm… To jedna z tych rzeczy, których chyba nigdy nie uda mi się od niego wyciągnąć. Jemu ogólnie wszystko się podoba, ale na ile to prawda, a na ile uprzejmość, to czort go wie. Tak sobie wyobrażam, co widzi Arab-Egipcjanin, który pierwszy raz w życiu przyjeżdża do zachodniego kraju (taki u nas Zachód, że hoho). Kilka rzeczy może się rzucać w oczy. Na przykład:

– Dziewczyny łażą wszędzie same, a faceci je przepuszczają w drzwiach.

– Dziewczyny nagminnie prowadzą samochód i jeżdżą na rowerze!

– Dziewczyny PRACUJĄ i CHCĄ pracować.

No dobra. A poza tym?

– Ludzie się nie pobierają.

– Jak już się pobierają, to są starzy.

– Ludzie mieszkają razem latami bez ślubu, bo faceci boją się kupić pierścionek.

– Ludzie nie mają dzieci, a jak już mają, to jedno i to rozpuszczone jak dziadowski bicz.

– Pracują tylko dorośli.

– Ludzie zarabiają fortunę, wydają jeszcze więcej i ciągle nie mają na nic.

– Pracuje się króciutko, a i tak wszyscy narzekają, że tacy zmęczeni i na nic nie mają czasu.

– W głowach się przewraca, do jakiego kraju tym razem pojechać na urlop.

– Do kościoła chodzą tylko starsze panie.

– Zimno, cholera. Jak świeci słońce, to nie masz gwarancji, że będzie ciepło.

– Państwo jest cudowne i opiekuje się obywatelami, a wszyscy tak narzekają na politykę.

– Ruch drogowy jest dobrze zorganizowany, kierowcy przestrzegają przepisów, a i tak traci się godziny w korkach.

– Nie ma syfu na ulicach, a narzeka się, że brudno.

– Jest zielono, a narzeka się, że szaro.

To wszystko źle brzmi… To jest tak, że ja lubię mój kraj, ale wiem, jacy są Polacy. I jeśli przyjeżdża tu imigrant i trochę czasu spędza między nimi, to może mieć takie właśnie spostrzeżenia. Analogicznie ja mogłabym powiedzieć, że w Egipcie dziewczyny chodzą pozakrywane jak w średniowieczu, obijają się całe życie, wszędzie pełno facetów i śmieci, na ulicach huk przerywany regularnie głośnymi wezwaniami na modlitwę, maksymalne korki, cudowne ceny, straszny skwar i tłum, ciągłe przerwy w dostawie prądu, brak pracy, biurokracja przekraczająca wszelkie granice, a te szlaczki to w ogóle mają z kosmosu.

Do każdego kraju można by się przyczepić. Ale można też powiedzieć, że w Polsce jest porządek i stabilna sytuacja polityczna, dobra edukacja, gospodarka się rozwija, jest gdzie mieszkać, możesz podróżować po Europie i robić, co chcesz, bo jesteś wolny. W Egipcie zaś jest cudowny klimat, tanie życie (hm… no może się trochę zagalopowałam; zależy dla kogo, dla Europejczyka raczej tak), zdrowe jedzenie, niewymuszone tradycje rodzinne i tradycja, ogólnie rzecz biorąc.

Zależy, jak spojrzeć. O świeżą opinię o Polsce trzeba by chyba zapytać cudzoziemca, który dopiero tu przyjechał i wszystko jest dla niego nowe. M. się tu odnalazł, przynajmniej na tyle, że w miarę normalnie tu funkcjonuje. Odpukać. Jak dotąd ;).

Co robimy w Walentynki? Nic. Ja walczę z katarem (pierwszy objaw przeziębienia od roku, kiedy to nie dałam rady po powrocie z Egiptu w polską niby kurna wiosnę). Była lekcja arabskiego, będzie dvd i sushi :).

Koniec stycznia

Koniec stycznia

Niniejszym odpowiadam na pytanie zadane w komentarzu przez KA, a mianowicie co u mnie słychać i jak sprawy ślubne się mają :). Bardzo mi miło, że ktoś pyta.

Ja mam teraz trochę oddechu w pracy, ale pewnie tylko w tym tygodniu, a potem znowu zacznie się młynek. M. pracuje codziennie na 6 rano, coś było obiecywane, że będą różne zmiany, ale dopiero rozkręcają interes i jeszcze nie opracowali do końca systemu. I tak kończymy o podobnej porze, czyli on po dziesięciu godzinach pracy.

Ze spraw związanych ze ślubem, zamówiliśmy obrączki i jesteśmy prawie pewni, że ślub odbędzie się w Warszawie, bo była jeszcze nadzieja na Zakopane, ale chyba już doszczętnie przepadła. Co nie przeszkadza temu, że tydzień po ślubie odbędzie się weselna kolacyjka w Zakopanem właśnie :). Nigdy nie planowałam dla siebie typowo polskiego wesela, a już na pewno nie hucznego, dlatego opcja wyjazdu z grupką osób bardzo mi się podoba. A że będzie to dopiero tydzień później… Cóż, niewiele spraw w naszym związku jest takich jak polska ustawa przewiduje :). Za to możemy się zasłaniać egipską tradycją, że wesele zdarza się po miesiącach a nawet i latach po formalnym ślubie. Bez wesela małżeństwo się nie liczy!

To wszystko mało ważne na chwilę obecną. Przede wszystkim musimy ponownie udać się do USC, bo… zmieniłam zdanie co do nazwiska :P. W głowach się poprzewracało! Nie no, tak poważnie to możliwości wyboru nazwiska, które zaoferowała pani kierownik, były takie, że w pierwszym odruchu je odrzuciłam, a dopiero potem przemyślałam. No i przemyślałam i chcę zmienić.

To chyba tyle na razie :).

Telefony komórkowe

Telefony komórkowe

Konto w banku można założyć, ale podpisać umowę na abonament w sieci komórkowej już nie bardzo. Pani niespecjalnie się orientowała, jakie dokumenty powinien przedstawić cudzoziemiec (usłyszałam tylko „karta kredytowa lub rachunek za gaz” :))))), więc postanowiłam sama poszukać o tym informacji w internecie, jak już nas odprawili z kwitkiem. Zresztą, niepotrzebny był komentarz w stylu to bardzo wysoki abonament, i cały salon nas słucha, bo wszystkich klientów obowiązują te same zasady, czy się bierze abonament za 29 czy 209 zł (nie taki chcieliśmy, ale mniejsza o to). Ewentualnie można wziąć ten „wysoki” abonament ale bez telefonu. Hm… Widać bardzo to zmienia poziom zobowiązań klienta wobec sieci :))).

W każdym razie, w dużym skrócie – cudzoziemiec, oprócz tego samego, co my wszyscy, potrzebuje jedynie jeszcze karty pobytu, która będzie czynna cały okres planowanej umowy. Czyli jak chcecie podpisać umowę na dwa lata, to karta pobytu musi być ważna minimum te dwa lata. Czyli w praktyce to pewnie nierealne na poziomie karty czasowego pobytu, chyba, że przy drugiej lub trzeciej, bo przy którejś tam z kolei jest szansa na kartę trzyletnią.

Poza tym (to już informacja dla wszystkich, czyli również Polaków) potrzebny jest status studenta, renta, emerytura lub umowa o pracę. Zlecenie nie, jakby co. Ewentualnie karta kredytowa lub rachunki wystawione na Ciebie, które dowodzą, że jesteś właścicielem domu/mieszkania i płacisz. Nie wiem, czy ktoś to jeszcze pamięta, bo być może wszyscy podpisywali abonament sto lat temu w czasach studenckich, lub w epoce umów o pracę, a potem już nikogo nie sprawdzano :). Ja mam umowę o pracę, ja mam!

M. nie podpisał umowy nie dlatego, że ma kartę pobytu tylko na rok (pani jakby o to nie zapytała), ale dlatego, że nie jest studentem i nie ma umowy o pracę. I już :).

Styczeń

Styczeń

M. założył sobie konto w banku. Cudzoziemec może to zrobić, nie ma problemu. Musi tylko podać egipski adres zamieszkania i polski adres jako ten korespondencyjny. Warto być na to przygotowanym, bo system nie przyjmie nowego klienta bez podania jego egipskiego kodu pocztowego. Bóg z Wami. W każdym razie kolejna sprawa odhaczona.

Ja mam ostatnio w pracy młyn i na okrągło mam wszystkiego dość, odbijam to sobie trzy razy w tygodniu na aerobiku a w weekend w kuchni. Jak będą jakieś newsy, to dam znać :).

Pierwsze święta razem

Pierwsze święta razem

Tak naprawdę drugie, ale pierwsze w tym samym kraju ;). Parę dni wolnych i nowe doświadczenie w życiu M. – śnieg! Pierwszy raz spędziłam święta z moim partnerem (wcześniej Polak, ale przez wszystkie lata daleki od spędzania Bożego Narodzenia ze mną) i miałam wrażenie, jakby był tu u nas od zawsze. Bez problemu odnalazł się w tej lekko kiczowatej, ale przytulnej atmosferze no i był cenną pomocą. Na Sylwestra nie mamy planów, chyba, że planem można nazwać pieczenie pizzy, jedzenie sushi i oglądanie filmów 🙂

Śnieg natomiast spotkał się z zachwytem, M. siedział jak urzeczony i gapił się w okno.

Z administracyjnych newsów i ciekawostek, w zeszły poniedziałek zgłosiliśmy się do ratusza w naszej dzielnicy, aby dowiedzieć się, czy M. ma już swój PESEL. Otóż ma – tylko błędny. Wystawili mu na zły rok urodzenia. I zresztą z tą samą błędną datą był zameldowany. Ciapa nie sprawdził, gdy odbierał potwierdzenie czasowego meldunku, mnie wtedy przy tym nie było, ale pomysłowość urzędów mnie zadziwia – jak można zrobić błąd w dacie urodzenia, gdy meldujemy cudzoziemca? Czy meldujemy takie typki w liczbie tysiąca tygodniowo, żeby z rutyny można było się pomylić?

Nowy PESEL ma być wystawiony w terminie dwóch tygodni i podobno mają do nas zadzwonić, gdy będzie gotowy do odbioru.

Złożenie zapewnienia w USC

Złożenie zapewnienia w USC

Złożyliśmy papiery w Urzędzie Stanu Cywilnego. Mimo wcześniejszych konsultacji w tymże, znowu okazało się, że są rozbieżności w nazwie miejscowości urodzenia M., bo raz piszą jakby Warszawa, a raz Warszawa-mazowieckie i klops. Ale wybrnęliśmy z sytuacji dzięki oświadczeniu, które M. napisał na miejscu po arabsku, a pani tłumacz przetłumaczyła na polski.

Rada i zasada numer jeden, o której ja wcześniej nie wiedziałam, bo i skąd miałam wiedzieć, a Wy nie traćcie niepotrzebnie pieniędzy: do USC idźcie tylko i wyłącznie z tłumaczem języka ojczystego Waszego cudzoziemca! W naszym przypadku niby anglista też mógłby przyjść, ale bez arabisty nie dałoby rady podpisać tych wszystkich papierów. Namnożyło się ich więcej, niż się spodziewałam (nigdy wcześniej nie składałam zapewnienia :P) i bez pomocy arabistki, która zresztą przyjęła rolę trochę takiego negocjatora (mówiąc szczerze, wykłócacza :)) pewnie byśmy tego nie załatwili i trzeba by znowu tłumaczyć dokumenty z arabskiego na polski, znowu brać dzień wolny z pracy, płacić tłumaczowi i Allah wie, co jeszcze. A tutaj mieliśmy szczęście trafić na panią, która sama jest żoną Egipcjanina i doskonale zna ich system, bo problemy dotyczą oczywiście nazwisk i ogólnie egipskiego nazewnictwa.

W przybliżeniu co trzeba ze sobą mieć w urzędzie:

– Twój dowód osobisty
– Twój akt urodzenia (tadam, koniec Twoich dokumentów, chyba, że to kolejne małżeństwo)
– jego paszport
– jego karta pobytu (bo jeśli ma, to pytanie, na jak długo i czy jest zameldowany, a to ostatnie panie sobie znalazły w systemie)
– jego zaświadczenie, że jest kawalerem
– jego oryginalny akt urodzenia po arabsku
– tłumaczenie przysięgłe na polski jego aktu urodzenia (daj Boże dobrego tłumacza)

Na miejscu podpisujecie masę papierków, z deklaracją dotyczącą nazwisk po ślubie i nazwisk dzieci włącznie.

To teraz czas zdementować plotki na temat tego, kto jakie nazwiska może nosić (sprawę załatwialiśmy w jednym z warszawskich USC, nie wiem, czy inne idą bardziej na rękę).

Opcje są trzy:

1. Zostajesz przy swoim nazwisku panieńskim
2. Bierzesz nazwisko podwójne i wtedy do swojego dobierasz jego PIERWSZY człon
3. Bierzesz jego całe miliardoczłonowe nazwisko.

Ja chciałam mieć pojedyncze nazwisko, które jest jego pierwszym, ale tak się, niestety, nie da. Koniec kropka, przynajmniej w tym urzędzie. Dzieci mogą mieć nazwisko albo takie samo jak Ty, albo takie samo jak on. On teoretycznie może przyjąć Twoje nazwisko, ale w Ambasadzie powiedzieli mu, że w Egipcie nie jest to akceptowane i nie dostanie nowego paszportu. Pięknie dziękuję.

Przypuszczam, że sporo zależy od urzędnika i od tego, jak wykonane jest tłumaczenie aktu urodzenia. W otwarte karty rozmawialiśmy z panią kierownik USC (a raczej rozmawiała nasza pani tłumacz), że przyniesiemy nowe tłumaczenie aktu urodzenia, gdzie będzie jak byk, że M. jest Kowalski, a nie Kowalski Nowak Malinowski. Pani kierownik przyznała, że możemy przynieść takie tłumaczenie, ale będzie wtedy rozbieżność aktu urodzenia z paszportem. I co Ty na to?

Może przepisy się zmienią, ja nazwisko też jeszcze mogę zmienić, grunt, że dokumenty złożyliśmy, termin zaklepaliśmy i możemy skupić się na świętowaniu :).