„Pewna jesteś?”

„Pewna jesteś?”

A skąd mam wiedzieć?

Czy wszyscy są pewni, gdy się na to decydują? Czy w ogóle warto zadawać takie pytanie, jeśli ktoś już podjął decyzję? Decyzje nie biorą się znikąd…

Parę dni temu minęło pół roku pobytu M. w Polsce. Pół roku mieszkania razem, kolejne pół roku związku. A za pół… Za pół :).

Grudzień

Grudzień

Po blisko pół roku odwiedziłam ponownie USC, zostawiłam kopie dokumentów, bo pani nie chciała nic załatwiać bez decyzji kierownika, dwa dni później, czyli dzisiaj, pani oddzwoniła, że papiery są ok, kierownik nie ma zastrzeżeń, można składać zapewnienie. Jesteśmy wstępnie umówieni na drugą połowę grudnia, a raczej tuż-tuż przed Świętami, bo dokumenty do ślubu składa się najwcześniej pół roku przed upatrzonym terminem (wiedzieliście?). Nadal szukamy tłumacza.

It’s happening :).

Koniec listopada

Koniec listopada

Dawno nie zaglądałam, ale wybaczcie – praca po całych dniach, z M. widujemy się czasem tylko na trzy minuty, gdy obudzę się w okolicach północy, bo ten wraca z pracy, albo gdy on ma dzień wolny i przyjeżdża po mnie i wracamy razem do domu. Teraz jest weekend i on cały ten weekend pracuje. Miał wolny czwartek, więc i tak powinien się cieszyć. Cóż, taki los, gdy Twój facet pracuje w gastronomii. W hotelarstwie z kolei święta w ogóle nie istnieją, a może odwrotnie, istnieją i są źródłem kasy na najbliższe kilka tygodni, więc trzeba się odzwyczaić od ustawowego postrzegania dni wolnych. Tak nie będzie zawsze, ale my i tak się cieszymy, bo M. w końcu zaczął zarabiać 🙂 Wiem, że brzmi to dość szorstko i mało przyjemnie, ale to jeden z ważnych aspektów pobytu cudzoziemca w Polsce. Odpukać jakoś się nam udało. M. miał ofertę podpisania umowy w innej firmie, ale kasa trochę słabsza i słabsze możliwości rozwojowe. Nie spodziewałam się, że będzie mógł tak sobie marudzić, ja sama szukałam nowej pracy pół roku. Jemu wystarczyło dostać kartę pobytu, ot różnica między nami.

Zrobiłam mu kalendarz adwentowy służący nauce polskiego z jednym zadaniem na każdy dzień. Jak na razie nie rozmawiamy za bardzo po polsku, za to M. nauczył się w swojej kuchni po naszemu przeklinać i brzmi mi to doprawdy słodko, tak jak większość polskich słówek, które wypowiada. Moim faworytem jest konstrukcja „g*wno mać”, nie wiem, skąd to wytrzasnął, raczej samo mu się zlepiło 🙂

Najwyższy czas udać się do USC i zarezerwować datę ślubu. Ciągle nie wiem, na kiedy. Nie należę do panienek ekscytujących się całym tym biznesem. Mam w pracy dziewczynę, która wychodzi za mąż na początku maja i opowiada o butach z różyczkami na piętach (???). Ja bym wolała poznać receptę na to, jak to wszystko przetrwać. I skąd wziąć tłumacza, który porządnie zna arabski. I znaleźć świadka. Łolaboga, wolałabym, żeby ktoś zrobił to wszystko za mnie, łącznie z wypowiedzeniem słów przysięgi :).

Kuchnia po nowemu

Kuchnia po nowemu

M. jest na czymś w rodzaju stażu. Pracuje jako kucharz w jednej z mniejszych knajpek, na zmianę w dwóch lokalizacjach. Zaczynał jako pan do krojenia, teraz już trochę sam szefuje, zdarza się, że jest sam w kuchni przez połowę zmiany. Podobno ma być z tego realna praca, na razie spędza tam po 10-12 godzin dziennie i… cieszy go to. Mnie też. Ale jak wygląda teraz nasza „polska codzienność”? Ja wychodzę przed siódmą rano, on wraca między 20 a 24 (raz mu się zdarzyło po pierwszej). Ale na razie ma to swoje plusy, przede wszystkim wreszcie przestał chodzić po ścianach :).

Po zaledwie trzech tygodniach kroi, miesza, przyprawia i ogólnie ogarnia gotowanie zupełnie inaczej niż dotychczas i inaczej niż ja. Wczoraj zrobił taki sos boloński, że wszedł mi trochę na ambicję 😛 Cieszę się bardzo, bo ten sam człowiek rok temu przyrządzał jajecznicę na zimnym oleju i ogólnie wyglądał na kogoś, kto nigdy nie zrobił w kuchni nic poza fasolkami, bo jakby wystarczał mu bar. Nie wiem, co będzie z tą pracą i na pewno nie jest to praca na zawsze ani na długo, ale taki mini kucharz w domu to skarb.

Pracuje teraz cały długi weekend (nowy, ktoś musi), a ja siedzę i piszę tę notkę z Zakopanego :).

Polska jesień

Polska jesień

M. odebrał kartę pobytu. Wygląda trochę, jak nasz dowód osobisty, tylko jest bardziej zielona. Warto zaznaczyć, że przy tej okazji pani w urzędzie po raz pierwszy rozmawiała z nim po angielsku, bo wcześniej tylko po polsku, jak ustawa przewidziała. Oczywiście jest problem z jego imieniem i nazwiskami, które powinny być wydrukowane w kolejności Kowalski Jan, a oni ustawili Jan Kowalski Nowak Kozłowski, a raczej – Jan Andrzej Piotr Paweł ;). Trzeba się będzie tłumaczyć w każdym napotkanym urzędzie, bo polskie urzędy przeważnie nie są dość kompetentne w sprawach typu full name. Ale tym będę się martwić później, dobrze, że zdążyłam się już nauczyć zamartwiać rzeczami wtedy, kiedy jest ich kolej :).

Zaczęły się polskie cudowne temperatury w okolicach zera. Co się z tym wiąże?

1. Są to najzimniejsze dni w dotychczasowym życiu M.

2. Pierwszy raz w życiu będzie nosić szalik.

3. Rękawiczki go gryzą i wkurzają i ma mały problem z ich zakładaniem.

Gdy M. pewnego ranka zobaczył na telefonie, że jest minus dwa, biegiem otworzył okno, żeby sprawdzić, jak to jest, po czym po dwóch sekundach je zamknął. Zaliczył jedną trzydniówkę, odpukać wyleczył się czosnkiem i domowymi sposobami.

Jest w Polsce cztery miesiące, a ja już nie pamiętam, jak to było, gdy go tu nie było.

Pobytowiec

Pobytowiec

W poniedziałek M. odbiera kartę pobytu. Przy tej okazji przytoczę pytanie od dwóch osób, które jako jedne z pierwszych dowiedziały się o sukcesie i uzyskaniu pozwolenia na pobyt czasowy: czy z tą kartą można podróżować? Aha, a z samym pozwoleniem, zanim wydadzą kartę (te dwa tygodnie w sensie)? A potem uprzejmie zdziwione oczęta skierowane na M., że co Ty u diabła tu jeszcze robisz? :). Po odebraniu pozytywnej decyzji nabijałam się z niego, że pewnie go tu jutro rano nie zobaczę, ale akurat ja mogę się tak nabijać :). Podróżowanie, ot kluczowa informacja w tym wszystkim. Ale większość znajomych teraz chyba już nie ma wątpliwości co do czystej kartoteki M.

Zaczęła się jesień, zaczął się kurs polskiego i ja sama zaczęłam go uczyć. Fajne z takim pobytowym już Egipcjaninem jest to, że on dużo rozumie i bardzo ładnie mówi. Ma za sobą jeszcze jedną rozmowę o pracę, ale dalej bez efektów :(. Dowiedziałam się o istnieniu pewnej reguły życia społecznego, a może raczej arabskiego: Egipcjanie generalnie wszyscy są braćmi (tak jak my, bracia i siostry), ale jak znajdą się w innym kraju i spotkają swojego ziomka, to w życiu nie pomogą. M. mi o tym nie raz mówił, ale myślałam, że ma po prostu za mało wiary w ludzi. Nie pojmuję, dlaczego tak się dzieje. My to byśmy chyba chcieli spotkać się z kimś z Europy, gdybyśmy wylądowali w czarnej Afryce lub gdzieś. I jeśli dałoby się pomóc, to dlaczego nie? Byłam świadkiem, jak M. zadzwonił do knajpki w sprawie oferty pracy. Odebrał Egipcjanin, wymienili uprzejmości po arabsku, po czym rozmówca łamanym polskim nagle powiedział, że po arabsku to on nie rozumie.

Ale próbujemy dalej i może w końcu się uda. Problemy są tam, gdzie od początku było wiadomo, że będą, ale jak poradziliśmy sobie z systemem, to mam nadzieję, że i tu damy radę.

Zakładając, że Polacy sobie pomagają i dobrze życzą, to tak w razie czego, gdyby ktoś-coś, to będę bardzo wdzięczna :).

Pozwolenie na pobyt czasowy

Pozwolenie na pobyt czasowy

Udało się :).

M. dostał pozwolenie na pobyt czasowy na rok. Na razie jest to decyzja na papierze formatu A4, 20 października będzie do odbioru karta pobytu. Piszę o tym papierze A4, bo jest naprawdę bardzo ładny – ma orzełka, duże litery i wygląda jak jakiś akt mianowania :). M. czekał w urzędzie w kolejce na odbiór decyzji ponad trzy godziny. Okazało się potem, że zrobili błąd w jego dokumentacji i napisali, że ma 64 lata. No to trzeba było poprawić. Nie ma to wszystko znaczenia, M. może przebywać w Polsce, podróżować, być ze mną i nie wracać do Egiptu, dopóki mu się nie zachce :).

Dzisiaj pierwszy raz od tygodnia spał normalnie, a ja nadal nie dowierzam, co jego pozwolenie na pobyt dla nas oznacza. Rok temu kompletnie nie wiedziałam na czym stoję i czy w ogóle na czymkolwiek będę stać, że tak powiem, a teraz po raz pierwszy w naszym związku mogę zacząć coś planować.

Zostało parę formalności do załatwienia, np. w Urzędzie Skarbowym i czasowy meldunek. Od wtorku rusza jego darmowy kurs polskiego. No i załatwiamy jeszcze inne rzeczy, ale jak załatwimy, to opowiemy.

Taki w tym roku M. ma prezent na Święto Ofiarowania. No, może jeszcze coś. Gruby i podszyty misiem norweski sweter. W końcu nadchodzi pierwsza polska zima :).

Wywiad na Długiej

Wywiad na Długiej

W zeszły czwartek mieliśmy wywiad na Długiej. Myślę, że interesujący temat dla paru osób, więc podzielę się swoimi spostrzeżeniami :).

Rozmowa zaczęła się punktualnie, zgodnie z wezwaniem, które przyszło pocztą. Wszystko trwało bardzo długo. Najpierw byłam na rozmowie ja, potem M. Nie odbywało się to jednocześnie. Gdy ja miałam wywiad, M. czekał na zewnątrz (do pokoju przesłuchań idzie się specjalnym korytarzykiem). Ja siedziałam godzinę z kawałkiem, M. po mnie jeszcze dłużej. Rozmowę przeprowadzał jeden pan (inspektor wojewódzki), odbyła się ona w sali z kilkoma biurkami, gdzie wchodziły też na rozmowy inne osoby, ale wszyscy na krócej i wszyscy rozmawiali o umowach o pracę. Nie usłyszałam żadnego wywiadu w „naszym” stylu.

Pan był dość miły, choc zdawało mi się, że próbował na początku troche mnie nastraszyć powagą sytuacji – dwa razy na dzień dobry podkreślił, że to jest przesłuchanie i że ja muszę o wszystkim dokładnie opowiedzieć, bo narzeczony nic nie będzie wiedział. „Oni nigdy nic nie wiedzą”.

O co mnie pytano, o ile pamiętam:

1. Sprawy związane z miejscem, gdzie mieszkamy – adres, które piętro, czy mamy zwierzęta, kto z nami mieszka
2. Czy ja jestem zatrudniona, gdzie, jaka pensja, w jakich godzinach pracuję
3. Czy M. pracuje, czy ma kogoś na utrzymaniu w Polsce i Egipcie, gdzie chciałby pracować, czy szuka pracy, jak
4. Jak to było z tymi problemami ze ślubem, na czym polegały punkt po punkcie
5. Kiedy się pobierzemy lub zarezerwujemy datę ślubu
6. Jak, gdzie i kiedy się poznaliśmy
7. Ile razy się widzieliśmy od momentu poznania
8. Jak się komunikowaliśmy, gdy ja byłam w Polsce, a on w Egipcie
9. W jakim języku się komunikowaliśmy podczas pierwszego spotkania, a w jakim obecnie + w jakim języku on rozmawia z moją mamą
10. Jakie ja znam języki, a jakie on
11. Czy M. ma jakieś problemy z prawem w Polsce lub Egipcie
12. Jaki rozmiar ubrań nosi, ile rzeczy przywiózł ze sobą z Egiptu, co przywiózł mi w prezencie
13. Co dał mi na urodziny
14. Jakie są jego obowiązki w domu i czy on gotuje
15. Gdzie robimy zakupy
16. Czy spodziewamy się dziecka 🙂
17. Gdzie i w jakich godzinach pracuje moja mama, ile zarabia
18. Jak nazywa się moja babcia
19. Ile M. ma braci i sióstr (bez pytania o imiona)
20. Czy poznałam jego rodzinę
21. Kiedy M. przyjechał do Polski, czy to jego pierwszy pobyt w Polsce, czy był wcześniej w innych krajach europejskich
22. Kto zaprosił go do Polski

M. miał niemal identyczne pytania. Dodatkowo jeszcze: jak ja się nazywam 🙂 i jakie są jego plany na przyszłość.

Moje wypowiedzi pan zapisywał na komputerze, co trwało dość długo. Na koniec pokazał mi plik Worda na monitorze, ja przeczytałam, czy się zgadza, wydrukował, ja podpisałam. M. miał później to samo. M. na rozmowę przyszedł z tłumaczem języka angielskiego, nie przysięgłym, który pracuje w Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej i tłumaczył M. za darmo. Serio.

Na koniec mojej rozmowy pan powiedział mi, że może przyjść do nas do domu kontrola. Odpukać nikogo nie było. Decyzja o karcie czasowego pobytu będzie w piątek. I tak czujemy się wielcy, że dotarliśmy aż tu :).

Pierwsza rocznica

Pierwsza rocznica

Wczoraj minął nam rok bycia razem. Być może nie jest to normalny rok, jak to ludzie zwykle mają, gdzie spotykasz się co chwilę ze swoim chłopakiem i spędzacie razem około pięćdziesiąt weekendów, ale mimo wszystko jest to ROK.

Po roku chyba mogę powiedzieć coś, co powinno podnieść na duchu inne osoby w podobnych związkach. Mówi się i czyta dużo o tym, że międzynarodowe związki są fajne na odległość, to znaczy – fajne wtedy, gdy Ty jedziesz do niego, spędzacie bajkowy tydzień w egzotycznym kraju w pięknej scenerii, morza szum, palmy kołyszą się na wietrze, noce się nie kończą, wszędzie jest pełno kolorów i emocji, istny miodowy miesiąc. Niestety, bajeczka szybko się kończy i wracasz do zimnej Polski, ale nie martw się, będzie znowu cudownie, jak tylko do niego pojedziesz.

Eksperci twierdzą, że na tym kończą się możliwości tych związków, bo jeśli cud się stanie i Twój luby przyjedzie do Polski, zabije Was szara codzienność. Ani palm, ani jedzenia sobie z dzióbków. A przecież o tym wszystkie marzymy, prrawda. Ludzie są w stanie z sobą być w warunkach idealnych, ale Twój delikwent już się nie sprawdzi w normalnym życiu. Bo dlaczego miałby się sprawdzić?

Hm.

Moim zdaniem teraz jest między mną a M. znacznie lepiej, niż w zeszłym roku, gdy zaczynaliśmy, albo nawet jeszcze w tym, podczas miesiąca, który wiosną spędziłam w Egipcie. Mi tam się nie marzyło, żeby życie wyglądało jak niekończące się wakacje. Trzeba, naturalnie, przyznać że tygodnie spędzone w Sharmie były rzeczywiście jak z bajki i wspólnie spędzone dni były znacznie bardziej romantyczne i emocjonujące, niż teraz. Ale wolę to wszystko, co teraz robimy razem – prowadzenie domu, robienie zakupów, oglądanie dvd na kanapie, niż to, co było na początku. Teraz jest w końcu to, czego chcieliśmy od dawna, jesteśmy razem, jak ludzie. I M. sprawdza się w domu tak samo, jak w hotelu :).

Czasem oczywiście odzywa mi się taki głosik, że tęsknię za tym uczuciem, gdy odbierałam bagaż na lotnisku w Sharmie i szukałam M. na hali przylotów wśród rezydentów. I gdy jechaliśmy taksówką przez oświetlone miasto, a ja wiedziałam, że właśnie zaczyna się kolejny odcinek bajki.

Ale uczucie, które pojawiało się później, od ostatniego dnia pobytu począwszy, i które towarzyszyło mi przez kolejne tygodnie, jest nie warte tego wszystkiego. Naprawdę wolę szarą codzienność. A szaro to się w Polsce powoli robi, i dobrze. Rocznica? Gotowanie, pieczenie muffinków, wino i telewizja. Nie chciałam nic więcej.

M. dostarczył kolejne dokumenty do urzędu, będzie miał NIP, a za dwa tygodnie będziemy już wiedzieć, czy zostanie.