Czas nieco zejść do obiecanego podziemia. Być może wiesz już, że w Egipcie nie dostaniesz w hotelu pokoju z Egipcjaninem, jeśli nie jesteście małżeństwem. Nic nie szkodzi, że się kochacie i jesteście w związku od pięciu lat. W Polsce też tak kiedyś było, tylko że przyszedł XXI wiek i hotelarze (a może raczej państwo?) zajęli się prawdziwymi problemami. W Egipcie do dziś nie i to jest FAKT.
Ale.
W Egipcie funkcjonuje kilka (!!!) rodzajów małżeństw. Nie orientuję się w nich wszystkich specjalnie, bo nie mam takiej potrzeby. Ale jedno takie małżeństwo, zdaje się, zawarłam.
:))))))
To znaczy, to nie do końca tak. Nigdzie się nie podpisałam. I tam nie ma mojego nazwiska. To zawarłam, czy nie?
Otóż, orfi to egipski nieoficjalny dokument małżeński. Coś, jak akt ślubu. Nigdzie się go nie rejestruje, nie liczy się nigdzie poza granicami Egiptu (czyli w Polsce się nie liczy, gwoli ścisłości). Można go unieważnić, chociaż i tak jest nieważny, czyli rozwieść się, drąc go na kawałki. Aby dostać taki papier, trzeba mieć znajomych i około 100-200 funtów.
Na kilku kartkach A4, które wyglądają jak zdezelowany podkład pod kserówki stosowany w dziekanatach, jest formularz w arabskich szlaczkach i po angielsku, gdzie wpisuje się Wasze dane. Na przykład imię, nazwisko, datę urodzenia, numer paszportu, narodowość i coś więcej, czego nie zrozumiesz, bo jest w szlaczkach i to pisanych odręcznie. Na końcu jest szczątkowy kontrakt między „małżonkami”, który nic nie wnosi i głównie potwierdza, że ci dwoje chcieli się pobrać i że za to zapłacili. Jest miejsce na Wasze podpisy (my się nie podpisaliśmy :)) i podpisy dwóch świadków.
Po jaką ciężką cholerę się to robi? Ano właśnie po to, by móc wynająć wspólnie pokój w hotelu na ile się chce. Czasem myślę, że orfi wymyślono po to, by ułatwić Egipcjanom podryw i żeby mieli gdzie realizować swoje seksualne potrzeby, jeśli nie mają własnego mieszkania i jeszcze się na serio nie ożenili. Faktem jest, że państwo nie powinno wtryniać swojego nosa w prywatne życie dorosłych ludzi, ale w Egipcie ma to właśnie miejsce, więc jakoś musieli się obywatele ratować. Czy takie często jednorazowe związki Europejek i Egipcjanek z Egipcjanami są dobre i moralne, to już inna kwestia, ale rząd się tym nie powinien w ogóle zajmować. Ani w Egipcie ani nigdzie indziej, jak to u nas już jest.
Tak więc i ja, głupia i naiwna Europejka, która nie ma świadomości, że on chce ją tylko wykorzystać i oszukać, mam taki dokument orfi. Dzięki temu spędziliśmy łącznie 4 tygodnie w Sharmie jako hotelowi goście i nikt się nas nie czepiał. Rzeczywiście, recepcja zawsze bierze od nas ten papierek, robi ksero pierwszej strony i oddaje.
Co jest śmieszne w tej sytuacji? Jak już mówiłam, nigdzie się nie podpisaliśmy, czyli nieważny papier formalnie też jest nieważny. Poza tym, na ma nim mojego nazwiska. Jest moje pierwsze i drugie imię, które figurują obok siebie w paszporcie, przy czym drugie imię wpisane jest na papierku w polu „nazwisko”. Prawdopodobnie pan, który sporządzał dokument, spisał tylko tę pierwszą część danych, w związku z czym wydał za mąż osobę, która nie istnieje, a w każdym razie nie jest mną :). Ale numer paszportu się zgadza, więc hotele są usatysfakcjonowane.
Czytałam gdzieś, że Egipcjanin może ubiegać się o zarejestrowanie tego dokumentu gdzieś w egipskich urzędach i wtedy okaże się, że rzeczywiście wyszłaś za mąż (o ile sama to potwierdzisz w polskim USC). Pechowo, że M. kazał mi trzymać ten papier ze sobą, czyli chwilowo w Polsce (a w Sharmie zawsze w mojej torebce), drugiej kopii nie dostaliśmy, no i takim świstkiem bez podpisów można się… no można :).
W jednej z książek o kulturze arabskiej czytałam bardzo złe opinie autorki na temat orfi. Że po co panienka się na to zgadza? Jeśli się kochają, to czemu się normalnie nie pobiorą? I oczywiście – jakaż to ona głupia, że nie wie, że to nieprawdziwy papier, który nic nie znaczy? On chce jej zamydlić oczy i seksualnie wykorzystać, a potem podpisze następny papier, jak się turnus zmieni.
No cóż, robi się to po to, by dorośli ludzie mogli po dorosłemu robić to, co chcą. Czy związki na jedną lub kilka nocy są moralnie niepoprawne tylko w Egipcie? I czy zdarzają się tylko w Egipcie?
A jeśli to coś więcej, niż kilka nocy, i ludzie zwyczajnie chcą się poznać i być razem? Myślę, że lepiej tak, niż iść w ciemno – ale jakże czysto! – w prawdziwe małżeństwo. Można oczywiście dać sobie spokój i w ramach sprzeciwu wobec egipskiego systemu zrezygnować z międzynarodowego związku. No to już kwestia, z czego tak naprawdę się rezygnuje.
Ja nikomu specjalnie orfi nie polecam. Ale nie cierpię tego systemu i pod tym względem rozumiem, że Egipcjanie wynaleźli sobie taki sposób na obejście przepisów. Jeśli będziesz dobrze wiedziała, co to za dokument, co on dla Ciebie oznacza i czego nie oznacza, to droga wolna. Jesteście dorośli, chyba.